1 maja 2016

O złym aniele i boskim diable - "ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk



"Wolnym krokiem szliśmy za świętym Piotrem uliczką wyłożoną różowym marmurem. Dookoła nas wszystko było czyste i kolorowe. Dominowały pastele, nie było zdecydowanych barw..."
Ella Fitzgerald - Cheek To Cheek


Niebo jest piękne. Cukierkowe, pastelowe, różowe. Chmurki jak wata cukrowa. Jezus celebryta robiący sobie przejażdżki swoim białym, sportowym wozem. Takie amerykańskie miasteczko z idealnie przystrzyżonymi trawnikami, białym płotkiem wokół domu. Od razu skojarzyło mi się z filmem "Edward nożycoręki".

"ja, anielica" czytało mi się równie szybko i przyjemnie jak pierwszą część "ja, diablica". Troszkę się obawiałam, że będzie to powrót do momentu śmierci Wiktorii Biankowskiej i tym razem spór wygra anioł... nie będzie Beletha... na szczęście autorka nie popełniła tego błędu. "ja, anielica" jest kontynuacją pierwszego tomu. 

Irytujący mnie początek - Wiki u boku Piotrusia (jak czytaliście recenzje poprzedniej części na pewno wiecie o czym piszę). Na szczęście szybko pojawił się "tajemniczy nieznajomy"...
"Obok mnie, w czarnym płaszczu, niedbale rozpiętym pod szyją, stał przystojny chłopak. Szeroki kaptur opadał płasko na jego plecy. Płatki śniegu osiadały mu na włosach i długich czarnych rzęsach... Tym razem nie ułożył czarnych włosów w sztywnego irokeza. Opadały mu na niesamowite złote oczy..."
Czarujący nieznajomy, z zielonym, smakowitym jabłkiem. Wystarczy jeden kęs...
"Zawsze lubiłam bajki. Jak więc się to stało, że nie wyniosłam z nich żadnej nauki? W końcu gdy by Królewna Śnieżka nie zjadła jabłka od nieznajomej staruszki, to nie wpadłaby w śpiączkę. Bądź w zaczarowany sen... A ja jak ostatnia sierota, nie dość, że wzięłam od nieznajomego jabłko, to jeszcze je zjadłam. No i jak moja prapra...prababka Ewa pierwsze, co zrobiłam, to poczęstowałam jabłkiem swojego faceta."

Dzięki temu jabłku Wiki i Piotruś odzyskali pamięć, a do tego oboje posiedli diabelskie moce. Wplatani w intrygę diabelsko-anielską dostali się do Nieba, gdzie nieźle namieszali. W swoim sercu też nieźle zamieszała Wiki - z czego osobiście się niezmiernie cieszę.

Przyznam, że odrobinę nużyły mnie zabawy w kotka i myszkę  (jak w pierwszej części), kiedy ścigali się ze złymi mocami nieba. W jedne drzwi wpadali w inne wypadali... Tom&Jerry ;-)

Podobnie jak w pierwszej części jest wiele wesołych sytuacji:
"-Czemu wyszliśmy? - zapytałam zaciekawiona.
- Bo w Niebie nie wolno palić - z uwielbieniem wypuścił dym nosem."

"Aż miałam ochotę powiedziec do niego "avada kedavra" i zamachać palcem jak Harry Potter. Powstrzymałam się, bo i tak nie zrozumiałby aluzji..."

"Chcę dożyć późnej starości i dręczyć wnuczęta przypalonymi ciastkami własnej roboty."

Książka jako całość ogromnie mi się podobała. Jestem wciąż zauroczona boskim Belethem...
"Beleth pochylił się w  moją stronę i przytulił mnie do swojej szerokiej piersi. Pachniał morską bryzą i orientalnym kadzidłem. Silne mięśnie rysowały się pod koszulą. NA szyi miał tajemniczy wisior złożony z wielu koralików, przypominający muzułmański różaniec. Beleth był taki, jakiego zapamiętałam. Seksowny płomień Boga."
Mrrr... ciacho!

"Beletha nigdzie nie było widać... To ja właśnie podjęłam męską decyzję o rozstaniu z Piotrem i wyznaniu diabłu, że wygrał i że mi się jednak podoba, a on sobie gdzieś idzie?...
Nie lubił przegrywać, Udowodni Wiktorii, że nie przegrał.
-Marzy ci sie Tartar, śmiertelniku? - mruknął do siebie.
Jego usta rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu.

-Nic prostszego..."

Już nie mogę doczekać się aż połknę trzeci tom - " ja, potępiona"

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo WAB






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz