27 marca 2016

Zaprzyjaźniona z wilkołakiem - recenzja książki "Księżyc w nowiu."




"You know I haven't sleep in weeks
You've the only thing I see"
Anya Marina - Satellite heart (New Moon Soundtrack)


Następnego ranka po skończeniu pierwszej części Sagi Zmierzchu, w drodze do pracy wsiadłam do tramwaju i nie otworzyłam żadnej książki. Było mi tak jakoś dziwnie i smutno. Gapiłam się przez okno. Było pusto, szaro, buro i ponuro. Brak Edwarda.

"Byłam niczym osamotniony księżyc - satelita, którego planeta wyparowała w wyniku jakiegoś kosmicznego kataklizmu. Mimo jej braku, ignorując prawo grawitacji, uparcie krążyłam wokół pustki po swojej dawnej orbicie.*"

W pracy całą godzinę siedziałam jak na szpilkach. Odliczałam minuty do wybicia godziny dziesiątej.

"Czas przemija nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból. Czas przemija nierówno - raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży - ale mimo to przemija. Nawet mnie to dotyczy.*"

Gdy tylko wybiła 10:02 pobiegłam do księgarni obok....
- Poproszę "Księżyc w nowiu".
- Nie ma. - To nie mieściło się w mojej głowie. Jak to nie ma?? Przecież ja nie wytrzymam bez Edwarda! Ekspedientka coś do mnie mówiła, ale ja przez chwilę nic nie słyszałam. Przebiło się jedynie słowo "zamówić".
- Może Pani zamówić?
- Tak, jeśli Pani chce mogę zamówić z hurtowni. - Rozległy się gromkie fanfary, a serce podskoczyło mi do gardła.
- Kiedy mogę odebrać?
- Po świętach. - Jak to, kurwa po świętach?! Przecież ja nie wytrzymam tyle czasu! Nie ma opcji! Coś wymyślę.
- Nie, dziękuję. - Wyszłam z księgarni jak zbity pies. Powłócząc noga za nogą, skierowałam się w stronę swojego sklepu. Przez chwilę nie docierało do mnie nic. Starałam się coś wymyślić. I nagle koleżanka zaproponowała mi zamianę. Chciała abym przyszła za nią w Wielką Sobotę, a Ona przyjdzie za mnie jutro. Normalnie była bym wściekła, że tracę jeden dzień świąt, ale w tej sytuacji nie mogłam odmówić... Pojadę jutro do Empiku!

No i pojechałam. I była na półce. Ostatnia. Czekała na mnie.

Znów mogłam być Bellą. Świętowałam swoje 18 urodziny w domu Cullenów... Normalnie świętowałabym je niemalże jednocześnie, Isabella - 13 września, ja - 14. Obie mamy po 163 cm wzrostu, kochamy książki, nie znosimy deszczu i chłodu, uwielbiamy książki... tyle, że na mojej drodze nigdy nie stanął żaden potwór. I przyznam, że niezwykle Jej zazdroszczę...

Nawet nie wiem kiedy z oczu zaczęły płynąć pierwsze słone krople. Jak mógł to zrobić? Odejść, tak po prostu? Zamknęłam książkę, gdy już niczego nie widziałam przez łzy. Położyłam głowę do poduszki, płakałam. Jakoś udało mi się zasnąć. Cały następny dzień starałam się czymś zająć. Nie myśleć. Nie sięgnąć do książki. Wiedziałam, że Bells cierpi, nie chciałam cierpieć z Nią. Ale gdy nadeszła noc otworzyłam książkę. Czytałam szybko i zachłannie starając się dobrnąć jak najdalej. Wiedziałam, że gdzieś tam wróci - przecież widziałam film - ale nie byłam pewna zawsze przecież film odbiega od powieści.

Podróż do mojej kochanej Toskanii była niesamowita. Może nie byłam w mieście Volterra, ale doskonale mogłam sobie wyobrazić te ciasne uliczki, tak podobne choćby do Sieny i ten rynek z zegarową wierzą. Jakże trudno było go zwiedzać bez żadnego festiwalu, a co dopiero biec w tłumie.
Przyznam, że odrobinę się bałam o życie Bells w trakcie wizyty u Volturich.

Przyjaźń z Jacobem była czymś wspaniałym. Lubię gdy jest mi ciepło, a przy Wilku tak właśnie było. Ciepło, może nawet chwilami gorąco. Idealnie dla człowieka. A jednak wciąż trzymałam swoje uczucia w bezpiecznej odległości. Chyba bardziej od Bells, która resztkami swojego serca pokochała młodego indianina.

Przez przebywanie wśród wilkołaków nabrałam odrobinę dystansu, do Edwarda. Moje serce już się tak nie wyrywało jak w pierwszym tomie. Choć przyznam zakończenie było niezwykle romantyczne, z pewnością powiedziałabym TAK. Szkoda, że nie spotkałam na swojej drodze zimnej istoty o tak gorącym sercu....

"Jeśli mamy być razem, niebo mi niepotrzebne.*"

Swoją drogą ciekawe jak by to było czuć lodowate usta na swoich rozpalonych ustach? Nurtuje mnie też odrobinę ten słodki zapach, "ani kwiatowy, ani korzenny, ani cytrusowy, ani piżmowy. Nie mogły się z nim równać żadne znane mi perfumy.*" Właśnie pod wpływem tej lektury zmieniłam perfumy. Uwielbiam je, choć wcześniej nuta słodkiej wanilii działała na mnie niezwykle drażniąco. Po prostu słodki zapach był mi potrzebny.

Powieść, podobnie jak pierwszy tom sagi, jest niezwykle wciągająca. Połknęłam ją w trzy dłuuuugie wieczory. Cudownie było poznać historię o ludzkiej rodzinie Edwarda. Jestem bardzo ciekawa dalszych losów Belli i Edwarda. Ale już nie będę wewnętrznie rozpaczać, że dopiero za tydzień będę mogła pojechać do księgarni.


Tytuł oryginalny: New Moon
Autor: Stephenie Meyer
Przełożyła z angielskiego: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie. Grupa Wydawnicza Publicat S.A.
Cena z okładki: 29,90zł
*wszystkie cytaty pochodzą z tomu: "Księżyc w nowiu."


1 komentarz: