26 czerwca 2016
Ewangelia Według Piłata - Eric Emmanuel Schmitt
Informacje o tej książce docierały do mnie z wielu stron. Wiele pochlebnych opinii: wspaniała, koniecznie trzeba ją przeczytać, cała prawda o Jezusie, kontrowersyjna... Jak tylko wpadłam na nią w bibliotece - wypożyczyłam. Ale nie zabrałam się od razu za czytanie. Leżała długo na półce. Aż w końcu po nią sięgnęłam.
Niesamowicie długi Prolog- Rozważania oczekującego na śmierć owego wieczoru, przed pojmaniem, który zajmuje niemal pół książki (79/238). Jest to historia oczami Jeszuy, czyta się ją z ogromną lekkością. Jest niezwykle pozytywna, przepełniona miłością i dobrocią. Nie można od niej oderwać oczu. Znajdziecie w niej mnóstwo mądrych cytatów.
"-Twój pierworodny umarł? Kochaj go więc jeszcze bardziej. A zwłaszcza kochaj innych, tych, którzy ci zostali, i mów im to. Nie zwlekaj. To jedyna rzecz, której śmierć może nas nauczyć: że nie ma nic pilniejszego niż miłość"
"-Nie próbuj zrozumieć tego, czego nie da się zrozumieć. Aby znieść ciężar tego świata, trzeba zrezygnować ze zrozumienia tego, co ciebie przekracza..."
Natomiast Ewangelię Według Piłata czyta mi się niezwykle ciężko. Jest gorąco, powietrze też jest ciężkie i po prostu nie chce mi się czytać. Nie wciągnęła mnie. Nie mam ochoty czytać jej dalej. Nie skreślam jej jednak całkowicie. Jeszcze kiedyś po nią sięgnę. Może gdy nadejdą chłodne jesienne dni... Na ten moment wędruje jutro do biblioteki.
Gdybym miała ją oceniać w skali 1-6 dałabym jej mocną 4.
Informacje o książce:
Tytuł: Ewangelia według Piłata
Tytuł oryginalny: L'Evangile selon Pilate
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Krystyna Rodowska
Projekt okładki: Marek Pawłowski
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003
Stron: 238
Egzemplarz wypożyczony z biblioteki.
20 czerwca 2016
Podążaj za muszelkami... Recenzja filmu "Gdzie jest Dory?"
Długo czekaliśmy na tę bajkę. Bardzo lubimy Nemo, więc nie mogliśmy jej nie obejrzeć. Bajka porusza wątek zaginionego dziecka i rodziców, którzy na niego całe życie czekają. W prawdziwym życiu nie wyprowadzają się z miejsca, na tarasie palą lampy i żyją nadzieją, że dziecko kiedyś odnajdzie drogę do domu. Podobna sytuacja ma miejsce w bajce. Przyznam, że z dwie łezki mi pociekły... No, co? Wrażliwa babka jestem.
Bajka pięknie uświadamia, że w życiu należy być sobą i kierować się przede wszystkim sercem.
Początek filmu był dość nudny. Trzeba było naprawdę się a niego wczuć. Z czasem akcja nabiera tempa i znacznie się rozkręca.
Młodsze dzieci nudziły się na tej bajce. Kilkoro rodziców wyszło z marudami. Mnie również trudno było utrzymać 4-latka na fotelu. Starszy syn (8lat) był całkowicie pochłonięty. Film powinien być dedykowany dla dzieci 7+, a nie bez ograniczeń wiekowych.
Podwodny świat jest niezwykle kolorowy i piękny, warto popatrzeć na niego z bliska. Na wspaniałą tętniąca życiem rafę koralową.
Odrobinkę drażnił mnie głoś Krystyny Czubówny... może nie sam jej głos, ale to, że się przedstawia. Uważam, że brzmiał by dużo lepiej, gdyby opisywała tylko przyrodę i poszczególne strefy "Wielkiego Błękitu". I tak każdy dorosły by sobie skojarzył, a dzieci i tak nie wiedza kto to ta Krystyna...
Podobnie jak w pierwszej części: "Gdzie jest Nemo?" i tu znajdziecie mnóstwo dobrego humoru.
Polecamy bajkę: dorosłym, starszym dzieciom, fanom Nemo i zagorzałym akwarystom.
Tytuł oryginalny: Finding Dory
Tytuł polski: Gdzie jest Dory?
Reżyseria: Andrew Stanton
Scenariusz: Andrew Stanton
Reżyseria w polskim dubbingu: Wojciech Paszkowski
Dialogi w polskim dubbingu: Zofia Jaworowska
4 czerwca 2016
Jak zabić miłość? "Tektonika uczuć" Eric-Emmanuel Schmit
"Słychać takty marsza weselnego... To najkomiczniejsza muzyka, jaką znam...
Wiesz, córeczko, że te akordy wydobywają się z organów, kiedy pan ubrany jak pingwin i pani przebrana za bezę idą w stronę ołtarza, gdzie zaraz połączy ich ksiądz?... To taka ironiczna melodyjka poprzedzająca katastrofę."
Felix Mendelssohn - Bartholdy - Marsz weselny
Przeglądając blogi recenzenckie natknęłam się na recenzje tejże książki. Same pozytywy, więc gdy zobaczyłam ją na półce w bibliotece nie wahałam się ani chwili. Nie zajrzałam do środka - tak jak sobie obiecałam po "Intrygantkach"... Podział na role.... ta... nie byłam zachwycona. Ale przyznam, że w tym konkretnym przypadku, kompletnie mi to nie przeszkadzało.
Książka gwarantuje jedno popołudnie wyjęte z życia. Udało mi się ją odłożyć tylko na chwilę, ale wciąż zastanawiałam się: Jak skończy się ta historia? Na szczęście książka nie jest gruba więc szybko dobrnęłam do końca.
Książka gwarantuje jedno popołudnie wyjęte z życia. Udało mi się ją odłożyć tylko na chwilę, ale wciąż zastanawiałam się: Jak skończy się ta historia? Na szczęście książka nie jest gruba więc szybko dobrnęłam do końca.
"Tektonika uczuć. Przypomnij sobie, rozmawialiśmy o tym któregoś wieczora. Uczucia przemieszczają się jak płyty, które tworzą Ziemię. Kiedy się poruszają, kontynenty zderzają się ze sobą, powstają gwałtowne przypływy, wybuchy wulkanów, tsunami, trzęsienia ziemi... Coś takiego ostatnio przeżyliśmy."
To historia młodej pary. Kapryśnej kobiety, która pokazuje, w jak beznadziejny sposób można zabić miłość. Jestem pewna, że dzieje się tak w wielu związkach na świecie. Prowodyrami całego zajścia nie zawsze są kobiety. Prawdopodobnie wina leży na równi po stronie kobiet jak i mężczyzn. Zastanawiam się czy sama kiedyś nie wpadłam w taka pułapkę... hm?... Tak zamieniłam pewną miłość w nienawiść...
"Kiedy kobietę trzyma przy życiu czyjaś miłość i nagle ta miłość zostaje jej odebrana, żeby nie umrzeć, musi zamienić to uczucie na inne, równie silne: nienawiść."
Jak przystało na Schmitta jest to książka godna polecenia. Książka o życiu, do przemyślenia, do przetrawienia. Z mnóstwem wspaniałych cytatów do zapisania, do zaindeksowania. I przytoczony piękny wierszo o matce Baudelaire'a, który pewnie docenić potrafi tylko matka. Polecam.
"Kto jest dobry? Kto zły? Nie ma ludzi dobrych i złych, są tylko złe albo dobre uczynki. I ludzie, którzy miotają się między nimi."
"Jesteśmy niesprawiedliwi wobec naszego ciała: przypominamy sobie o nim dopiero, kiedy dzieje się coś złego, a kiedy je coś boli, mamy mu to za złe."
"Autor staje się stary dopiero wtedy, kiedy już nie przemawia do młodych."
Informacje o książce:
Tytuł: Tektonika uczuć
Tytuł oryginalny: La tectonique des sentiments
Tytuł oryginalny: La tectonique des sentiments
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Barbara Grzegorzewska
Fotografia na okładce: Światosław Lenartowicz
Wydawnictwo Znak, Kraków 2008
Stron: 142
Egzemplarz wypożyczony z biblioteki.
Stron: 142
Egzemplarz wypożyczony z biblioteki.
31 maja 2016
Czerwony Czerwiec - Kto podejmie wyzwanie literackie?
W czerwcu czytamy czerwone książki.
Wpadłam na pomysł akcji: Czerwony czerwiec
Macie ochotę na odrobinę zabawy?
W czerwcu czytajcie książki, których okładka w przeważającej części ma kolor czerwony, lub w tytule mają słowo "czerwony".
Akcja startuje na portalach:
zblogowani.pl
Piszcie recenzje na blogach i podpinajcie do akcji na zblogowani.pl
Róbcie zdjęcia i tagujcie #czerwonyczerwiec na Instagramie.
(Ja ze swojej strony nominuję do zabawy kilkoro swoich ulubionych blogerów.)
(Ja ze swojej strony nominuję do zabawy kilkoro swoich ulubionych blogerów.)
Nie prowadzicie bloga? Dołączcie do wydarzenia na FB i wrzucajcie zdjęcia czerwonych książek jakie udało Wam się przeczytać.
Czas akcji 1-30 czerwiec.
Na początku lipca opublikuję na blogu podsumowanie akcji.
Na początku lipca opublikuję na blogu podsumowanie akcji.
30 maja 2016
Sherlock Holmes młodego pokolenia - "Biuro Śledcze Tomuś Orkiszek i Partnerzy: Radiowa Zagadka" Agnieszka Stelmaszyk
"Łups! Bum! Bum! Plask!
Dźwięki gitary i perkusji wzmocnione głośnikami sprawiły, że Tomusiowi aż zatrzepotało serce, miał wrażenie, że nawet ziemia drży pod jego stopami.... Wokalista Torpedy poprowadził niespodziewanych gości wprost do pomieszczenia, w którym odbywały się próby."
Dźwięki gitary i perkusji wzmocnione głośnikami sprawiły, że Tomusiowi aż zatrzepotało serce, miał wrażenie, że nawet ziemia drży pod jego stopami.... Wokalista Torpedy poprowadził niespodziewanych gości wprost do pomieszczenia, w którym odbywały się próby."
Luxtorpeda - Autystyczny
Pewien ważny mężczyzna w moim życiu poprosił o recenzję tej książki. Gdy zapytałam co mam napisać odpowiedział: " Napisz, że jest bardzo fajna" No, więc piszę:
Książka jest bardzo fajna.
Zakupiłam ją na Biedronkowej wyprzedaży. Jak pewnie zauważyliście na moim Instagramie, często kupuję tam książki - bo po prostu są dużo tańsze i można ich kupić więcej.
Jest to trzecia część serii (niestety dwóch pierwszych nie było). Jednak z powodzeniem można czytać każdą z osobna i w dowolnej kolejności.
Tomuś Orkiszek to kilkuletni chłopiec, który wraz ze swoimi wspólnikami: kotką Kicią, chomikiem Euzebiuszem i złotą rybką Klotyldą prowadzi biuro detektywistyczne, cieszące się ogromnym powodzeniem.
Na wstępie opisane są krótko wszystkie postaci występujące na kartach powieści.
Rozdziały są krótkie, napisane łatwym językiem. Każdy zakończony tak, aby z niecierpliwością sięgnąć po kolejny, w celu rozwiązania zagadki. A gdy już prawie zostaje ona rozwiązana przez Tomusia, następuje nagły zwrot akcji i okazuje się, że był to fałszywy trop. Przyznam, że Autorka bardzo mnie tym zaskoczyła. Zazwyczaj tego typu książki dla dzieci są łatwiejsze do rozszyfrowania, mali detektywi podążają pewną ścieżką, a właściwy podejrzany kroczy tuż obok nich. Tu jednak rozwiązanie jest zupełnie inne i bardzo zaskakujące.
W tej części chłopiec poszukuje złodzieja mikrofonów z rozgłośni radiowej. Podejrzany trop prowadzi do rockowego zespołu Torpeda...
Zdecydowanie polecamy wszystkim młodym Detektywom do samodzielnego czytania lub czytania przez rodziców do poduszki. Tę drugą opcję gorąco polecamy Wam do codziennego praktykowania.
Tytuł oryginalny: Biuro Detektywistyczne Tomuś Orkiszek i Partnerzy: Radiowa Zagadka
Autor: Agnieszka Stelmaszyk
Ilustracje: Anna Oparkowska
Wydawnictwo Zielona Sowa
28 maja 2016
Pozytywnie zaskoczona - Angry Birds Film
"-Hej Czerwony, jak leci?
-Super... Jak krew z dzioba!"
Blake Shelton - "Friends" (From The Angry Birds Movie)
Nie planowałam wyjścia na ten film do kina. Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Ale w końcu dałam się namówić chłopakom. Bo kto jak kto, ale dzieciaki to mega fani Angry Birds i to w każdej postaci. Nie powiem, zdarza mi się grać na telefonie, nawet całkiem często. Ale film? Spodziewałam się jakiegoś odmóżdżacza bez konkretnej fabuły. No bo, co niby można wymyślić o tych durnych ptakach co to się wystrzeliwują z procy i walą w zielone świnie? A tu jednak okazało się, że można wymyślić. I to bardzo sympatyczną historię. Brawo dla Jon'a Vitti!
Sceptycznie nastawiona usiadłam w fotelu. Zaczęło się śmiesznie, co dało nadzieję na sympatyczną komedię familijną. W trakcie całego filmu przewija się wiele śmiesznych sytuacji i tekstów.
"- Wprawia pan naszych gości w zakłopotanie. - A co mam ich po schabach całować?"
Film zawiera też kilka głębszych przesłań, które dzieci powinny podświadomie z niego wyciągnąć: Nie należy się nabijać jeśli ktoś jest inny. Ludzie, którzy mają odmienne poglądy od naszych mogą mieć rację pomimo, iż się z nimi nie zgadzamy. Często idol jest mniej wartościowy od nas samych. Wspólnymi siłami możemy pokonać nawet największe przeciwności losu.
Brzmi nieźle, prawda?
Jeśli dorzucić do tego wszystkiego dużą dawkę wybuchów, pierdów i fabułę trzymającą w napięciu, okazuje się, że jest to film wart obejrzenia.
Mimo wcześniejszych obaw absolutnie nie żałuję, iż dałam się wyciągnąć. Ten film to naprawdę świetna zabawa.
Polecam szczególnie dla chłopaków. Chociaż na sali było sporo dziewczynek i śmiały się równie głośno.
Tytuł oryginalny: The Angry Birds Movie
Reżyseria: Clay Kaytis, Fergal Reilly
Scenariusz: Jon Vitti
Reżyseria i dialogi w polskim dubbingu: Bartosz Wierzbięta26 maja 2016
Jak kochać to tylko Ifrita. - "ja, potępiona" Katarzyna Berenika Miszczuk
"Rozejrzałam się dookoła, chcąc przyjrzeć się dokładnie miejscu, do którego trafiłam.
Tartar był... szary."
Trzecia, ostatnia i jak dla mnie najlepsza część przygód Wiktorii Biankowskiej. Nie tylko dlatego, że Piotr pojawia się tylko w niewielkiej części i tak samo jak mnie, działa na nerwy Wiktorii.
Podobał mi się rozwój akcji, bez charakterystycznego dla pierwszej (ja,diablica) i drugiej (ja,anielica) części wpadania i wypadania rodem z Toma i Jerrego. Ze zwartą i trzymającą w napięciu fabułą. W Tartarze spotkać można wiele fascynujących postaci historycznych i mitycznych: Hitlera, Kubę Rozprówacza, Achillesa...
"- Cerber, to ja!- zawołałam szybko. - Dałam ci przecież mięsko, pyszne mięsko. Nie pamiętasz mnie? Zza głowy ratlerka wysunął się długi pysk wilczura. Pochylił się w moją stronę. Cała struchlałam. Wystarczy, że raz kłapnie zębiskami, a oderwie mi głowę i zje ją ze smakiem."
Podczas czytania można się też trochę pośmiać; z Azazela, czy zawodów o aureolę między Luckiem i Gabrielem.
Wiktoria zostaje uwolniona z Tartaru przez miłość swojego "życia". Prawdziwą, szczerą i godną do poświęceń. Przy której Piotruś jest tylko małym, nieszczęsnym człowieczkiem. Warto oddać swoje serce dla Ifrita. Zapewne zastanawiacie się, kto to jest ten Ifrit? Tego niestety Wam nie powiem. Musicie sami przeczytać. Powiem Wam, że dla Niego warto zarywać noce...
"Przystojny ifrit poprowadził mnie do drzwi sypialni znajdującej się najdalej od piwnicy. Otworzył je i odsunął się.
Stanęłam w progu. W środku znajdowało się szerokie łoże z granatową pościelą, mała toaletka i dobrze zaopatrzony barek."
"Wziął mnie za rękę. Ostatni raz wpiłam się w jego usta. Wciąż ukryci w cieniu ruszyliśmy w stronę wyjscia do budynku, by znaleźć jakąś pustą komnatę. Gdzie będziemy sami, a ja będę mogła poddać się jego dłoniom i ustom..."
Po tej części wyraźnie widać jak autorka się rozwinęła pisząc trylogię.
Stałam się mega fanką Katarzyny Bereniki Miszczuk na półce już czeka "Szeptucha"
Tytuł oryginalny: ja, potępiona
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Projekt okładki: Małgorzata Lichota
Fotografia z okładki: George Mayer/istockphoto.com
Projekt okładki: Małgorzata Lichota
Fotografia z okładki: George Mayer/istockphoto.com
Wydawnictwo WAB
23 maja 2016
"Przed świtem" czytane po zmierzchu.
"I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
"
Christina Perri - A Thousand Years
Dziękuję wszystkim, którzy codziennie, od trzech tygodni, zaglądają na blog w oczekiwaniu na wpis. Przepraszam, że tak długo go nie było. Praca, dom, praca, dom..... plac zabaw... Tak wiem, tylko winny się tłumaczy. Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, że uda mi się jakoś lepiej zorganizować.
Czytanie książki zajęło mi sporo czasu. 716 stron to zdecydowanie nie jest lekka lektura - swoje waży. Dlatego czytałam ją głównie późnym wieczorem i nocą - po zmierzchu... Ciężko było ją upchnąć do torebki. Nie pogniewałabym się, gdyby książka podzielona była na dwa tomy. Na pewno czytałoby mi się ją o wiele szybciej.
Bardzo sympatycznie czytało mi się księgę drugą - oczami Jacoba. Można się przy niej ogromnie uśmiać. Szczególnie podczas przekomarzania Blondyny z Wilkiem:
"Hej, wiesz, co to jest, ma jasne włosy i mózg? - Dokończyłem nie czekając na odpowiedź: - Golden retriever."
Postrzeganie świata przez Jacoba, Jego myśli i kontakty ze sforą, to była bardzo fascynująca lektura. Z niecierpliwością oczekuję na Zmierzch oczami Edwarda....
Nie widziałam drugiej części ekranizacji "Przed świtem", więc księga Bella była mi całkowicie nieznana. Ogromnie mnie pochłonęła. Przeczytałam ją najszybciej ze wszystkich, w jedno popołudnie i wieczór. Wspaniale było znów stać się Bells.
Na nowo odkrywać świat:
" Poza łuną, w ciemnych deskach drewnianego sufitu, rozróżniałam wszystkie słoje i prążkowania. Poniżej w powietrzu unosiły się drobiny kurzu - każda, niczym księżyc, o jasnej i ciemnej stronie. Niezliczone miniaturowe planety wirowały wokół siebie w niebieskim tańcu."
Smakować nowe życie:
"Moje zęby bez kłopotu odszukały ciepłe podgardle, a szczęki zacisnęły się dokładnie w tym punkcie , w którym temperatura tętna była najwyższa.
Było to równie proste jak wgryzanie się w kostkę masła... Smak krwi mnie nie zachwycił, była jednak gorąca i mokra, i gdy ją łykałam łapczywie przynosiłam ulgę spierzchniętemu gardłu. Puma szarpała się pode mną coraz mniej energicznie, zakrztusiła się, charknęła i jej ryki ucichły...."
Zatracać się w Edwardzie:
"... skóra Edwarda, jego wargi, jego dłonie wnikają wgłąb mnie aż po same kości, Że dotykają samej mojej duszy. Nigdy nie podejrzewałam, że to możliwe, bym mogła kochać go jeszcze bardziej.
Mój stary umysł nie byłby zdolny poradzić sobie z taka ilością miłości, Moje stare serce nie byłoby dość silne by ją udźwignąć."
Byłam Bellą, która za wszelką cenę ratuje swoją córkę. Doskonale ją rozumiałam. Na pewno postąpiłabym tak samo. Nie byłabym sobą gdybym się nie popłakała, kiedy żegnała się z Renesme...
" Kocham cię - powiedziałam jej. - Bardziej niż cokolwiek na świecie.
- Ja też cię kocham, mamusiu - odparła. Dotknęła wiszącego na swojej szyi medalionu, który zawierał teraz miniaturową fotografię naszej trzyosobowej rodziny. - Zawsze będziemy razem.
- Zawsze będziemy razem w naszych sercach - poprawiłam ją najcichszym z szeptów - ale jeśli okaże się to dziś konieczne, będziesz mnie musiała opuścić..."
No, która matka po takich słowach nie ryczała by jak bóbr?
Zazdroszczę Belli cudownej miłości, doskonałego partnera, szczęśliwej rodziny, życia bez zmarszczek i cellulitu, nieśmiertelności....
Odkąd zaczęłam czytać "Zmierzch" z ciekawością i bez obaw spoglądam ludziom w oczy... i tylko raz moje serce zamarło na widok przystojnego faceta ze złotym spojrzeniem...
Smutno mi, że to już koniec. :(
Będę tęsknić za Edwardem i Jacobem. Z pewnością wrócę do deszczowego Forks...
Mam nadzieję, że Stephanie Meyer wyciągnie jeszcze jakiegoś asa z rękawa... może kolejna wizyta Volturich, gdy Renesme dorośnie? Oczekiwane Midnight sun?
Tytuł oryginalny: Breaking Dawn
Autor: Stephenie Meyer
Przełożyła z angielskiego: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie. Grupa wydawnicza Publicat S.A.
Cena z okładki:
1 maja 2016
O złym aniele i boskim diable - "ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk
"Wolnym krokiem szliśmy za świętym Piotrem uliczką wyłożoną różowym marmurem. Dookoła nas wszystko było czyste i kolorowe. Dominowały pastele, nie było zdecydowanych barw..."
Ella Fitzgerald - Cheek To Cheek
Niebo jest piękne. Cukierkowe, pastelowe, różowe. Chmurki jak wata cukrowa. Jezus celebryta robiący sobie przejażdżki swoim białym, sportowym wozem. Takie amerykańskie miasteczko z idealnie przystrzyżonymi trawnikami, białym płotkiem wokół domu. Od razu skojarzyło mi się z filmem "Edward nożycoręki".
"ja, anielica" czytało mi się równie szybko i przyjemnie jak pierwszą część "ja, diablica". Troszkę się obawiałam, że będzie to powrót do momentu śmierci Wiktorii Biankowskiej i tym razem spór wygra anioł... nie będzie Beletha... na szczęście autorka nie popełniła tego błędu. "ja, anielica" jest kontynuacją pierwszego tomu.
"ja, anielica" czytało mi się równie szybko i przyjemnie jak pierwszą część "ja, diablica". Troszkę się obawiałam, że będzie to powrót do momentu śmierci Wiktorii Biankowskiej i tym razem spór wygra anioł... nie będzie Beletha... na szczęście autorka nie popełniła tego błędu. "ja, anielica" jest kontynuacją pierwszego tomu.
Irytujący mnie początek - Wiki u boku Piotrusia (jak czytaliście recenzje poprzedniej części na pewno wiecie o czym piszę). Na szczęście szybko pojawił się "tajemniczy nieznajomy"...
"Obok mnie, w czarnym płaszczu, niedbale rozpiętym pod szyją, stał przystojny chłopak. Szeroki kaptur opadał płasko na jego plecy. Płatki śniegu osiadały mu na włosach i długich czarnych rzęsach... Tym razem nie ułożył czarnych włosów w sztywnego irokeza. Opadały mu na niesamowite złote oczy..."
Czarujący nieznajomy, z zielonym, smakowitym jabłkiem. Wystarczy jeden kęs...
"Zawsze lubiłam bajki. Jak więc się to stało, że nie wyniosłam z nich żadnej nauki? W końcu gdy by Królewna Śnieżka nie zjadła jabłka od nieznajomej staruszki, to nie wpadłaby w śpiączkę. Bądź w zaczarowany sen... A ja jak ostatnia sierota, nie dość, że wzięłam od nieznajomego jabłko, to jeszcze je zjadłam. No i jak moja prapra...prababka Ewa pierwsze, co zrobiłam, to poczęstowałam jabłkiem swojego faceta."
Dzięki temu jabłku Wiki i Piotruś odzyskali pamięć, a do tego oboje posiedli diabelskie moce. Wplatani w intrygę diabelsko-anielską dostali się do Nieba, gdzie nieźle namieszali. W swoim sercu też nieźle zamieszała Wiki - z czego osobiście się niezmiernie cieszę.
Przyznam, że odrobinę nużyły mnie zabawy w kotka i myszkę (jak w pierwszej części), kiedy ścigali się ze złymi mocami nieba. W jedne drzwi wpadali w inne wypadali... Tom&Jerry ;-)
Podobnie jak w pierwszej części jest wiele wesołych sytuacji:
"-Czemu wyszliśmy? - zapytałam zaciekawiona.
- Bo w Niebie nie wolno palić - z uwielbieniem wypuścił dym nosem."
"Aż miałam ochotę powiedziec do niego "avada kedavra" i zamachać palcem jak Harry Potter. Powstrzymałam się, bo i tak nie zrozumiałby aluzji..."
"Chcę dożyć późnej starości i dręczyć wnuczęta przypalonymi ciastkami własnej roboty."
Książka jako całość ogromnie mi się podobała. Jestem wciąż zauroczona boskim Belethem...
"Beleth pochylił się w moją stronę i przytulił mnie do swojej szerokiej piersi. Pachniał morską bryzą i orientalnym kadzidłem. Silne mięśnie rysowały się pod koszulą. NA szyi miał tajemniczy wisior złożony z wielu koralików, przypominający muzułmański różaniec. Beleth był taki, jakiego zapamiętałam. Seksowny płomień Boga."
Mrrr... ciacho!
"Beletha nigdzie nie było widać... To ja właśnie podjęłam męską decyzję o rozstaniu z Piotrem i wyznaniu diabłu, że wygrał i że mi się jednak podoba, a on sobie gdzieś idzie?...
Nie lubił przegrywać, Udowodni Wiktorii, że nie przegrał.
-Marzy ci sie Tartar, śmiertelniku? - mruknął do siebie.
Jego usta rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu.
-Nic prostszego..."
Już nie mogę doczekać się aż połknę trzeci tom - " ja, potępiona"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo WAB
"Zawsze lubiłam bajki. Jak więc się to stało, że nie wyniosłam z nich żadnej nauki? W końcu gdy by Królewna Śnieżka nie zjadła jabłka od nieznajomej staruszki, to nie wpadłaby w śpiączkę. Bądź w zaczarowany sen... A ja jak ostatnia sierota, nie dość, że wzięłam od nieznajomego jabłko, to jeszcze je zjadłam. No i jak moja prapra...prababka Ewa pierwsze, co zrobiłam, to poczęstowałam jabłkiem swojego faceta."
Dzięki temu jabłku Wiki i Piotruś odzyskali pamięć, a do tego oboje posiedli diabelskie moce. Wplatani w intrygę diabelsko-anielską dostali się do Nieba, gdzie nieźle namieszali. W swoim sercu też nieźle zamieszała Wiki - z czego osobiście się niezmiernie cieszę.
Przyznam, że odrobinę nużyły mnie zabawy w kotka i myszkę (jak w pierwszej części), kiedy ścigali się ze złymi mocami nieba. W jedne drzwi wpadali w inne wypadali... Tom&Jerry ;-)
Podobnie jak w pierwszej części jest wiele wesołych sytuacji:
"-Czemu wyszliśmy? - zapytałam zaciekawiona.
- Bo w Niebie nie wolno palić - z uwielbieniem wypuścił dym nosem."
"Aż miałam ochotę powiedziec do niego "avada kedavra" i zamachać palcem jak Harry Potter. Powstrzymałam się, bo i tak nie zrozumiałby aluzji..."
"Chcę dożyć późnej starości i dręczyć wnuczęta przypalonymi ciastkami własnej roboty."
Książka jako całość ogromnie mi się podobała. Jestem wciąż zauroczona boskim Belethem...
"Beleth pochylił się w moją stronę i przytulił mnie do swojej szerokiej piersi. Pachniał morską bryzą i orientalnym kadzidłem. Silne mięśnie rysowały się pod koszulą. NA szyi miał tajemniczy wisior złożony z wielu koralików, przypominający muzułmański różaniec. Beleth był taki, jakiego zapamiętałam. Seksowny płomień Boga."
Mrrr... ciacho!
"Beletha nigdzie nie było widać... To ja właśnie podjęłam męską decyzję o rozstaniu z Piotrem i wyznaniu diabłu, że wygrał i że mi się jednak podoba, a on sobie gdzieś idzie?...
Nie lubił przegrywać, Udowodni Wiktorii, że nie przegrał.
-Marzy ci sie Tartar, śmiertelniku? - mruknął do siebie.
Jego usta rozciągnęły się w złośliwym uśmiechu.
-Nic prostszego..."
Już nie mogę doczekać się aż połknę trzeci tom - " ja, potępiona"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo WAB
27 kwietnia 2016
Szukaj poklasku, unoś się pychą... - "Kiedy byłem dziełem sztuki" Eric-Emmanuel Schmitt
"Zeus Peter Lama polecił mi, żebym ci otworzył czaszkę i wyciął płaty mózgowe odpowiedzialne za mowę."
Lady Gaga - Applause (Official)
Książka jest wciągająca, choć odrobinę nudna, bo nudne było życie Adama bis. Nie była to lektura, dla której chciałabym zarywać noce, ale gdy już zaczęłam ją czytać to musiałam do niej wrócić, aby dowiedzieć się: Co dalej? Jak to wszystko się skończy? Uważam, że powinna być lekturą obowiązkową i to już w pierwszej klasie gimnazjum - a to w związku ze swoim przekazem. Najważniejsze być sobą, bo każdy z nas jest piękny i niepowtarzalny! Nawet Shrek znalazł swoja Fionę.
"Stałem wstrząśnięty. Moje oczy, mój głos, mój zachwyt: spodobało im się tylko to, co było moje. Zignorowali całą pracę Zeusa Petera Lamy. Jak to możliwe?"
"Kiedy byłem dziełem sztuki" - już sam tytuł wskazuje, że będzie to lektura niezwykle kontrowersyjna. Połączenie wyrazów: człowiek i dzieło sztuki, gryzie się ze sobą, odpycha jak te same bieguny magnesów. Żywa rzeźba? Co ten Schmitt wymyślił? Taką historię mógł napisać tylko wybitny pisarz.
Zaczyna się smutno:
"Wszystkie moje samobójstwa były nieudane. Właściwie wszystko było nieudane: i życie, i samobójstwa."
i jest smutno przez większą część książki. Może i Tazio Firelli, po oddaniu się w ręce swojego Dobroczyńcy - Zeusa Petara Lamy, stał się popularny, czego tak bardzo pragnął. Jako Adam bis, przestał być przeciętniakiem, zaczął skupiać na sobie uwagę innych, był w centrum zainteresowania. Jednakże, aby to osiągnąć musiał ponieść bardzo wysoką cenę - stał się przedmiotem, stracił wolność.
Niezwykle trudno było mi sobie go wyobrazić. Próbując to robić miałam wrażenie, że odwracam wzrok by na niego nie patrzeć. By nie spoglądać na tandetnie wykonaną replikę Frankensteina... z obciętymi stopami, kroczącego na samych piętach...
"Powoli, z trudem zrobiłem kilka kroków. "Iść" nie było odpowiednim słowem, bardziej na miejscu byłoby "Przemieszczać się"..."
"Z trudem posuwałem się naprzód, częściowo dlatego, że pod ciężarem pięt zapadałem się w jedwabistą grubość piasku..."
I podziwiam Fionę, która potrafiła pokochać go w tym szkaradnym ciele. Sama, chyba bym się na to nie zdobyła.
Zadziwiające jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, aby zdobyć popularność. Jak wiele granic jesteśmy w stanie przekroczyć, aby zdobyć poklask i sławę, zarówno jako ludzie, którzy chcą być popularni jak i artyści, którzy chcą aby było o nich głośno. Przyznam, że nie mieści mi się to w głowie... Ale, gdy przeniosę się w przeszłość do czasów liceum potrafię sobie to wyobrazić. Uczeń szukający uznania wśród rówieśników jest gotów na wiele, o ile nie na wszystko...
Książka jest wciągająca, choć odrobinę nudna, bo nudne było życie Adama bis. Nie była to lektura, dla której chciałabym zarywać noce, ale gdy już zaczęłam ją czytać to musiałam do niej wrócić, aby dowiedzieć się: Co dalej? Jak to wszystko się skończy? Uważam, że powinna być lekturą obowiązkową i to już w pierwszej klasie gimnazjum - a to w związku ze swoim przekazem. Najważniejsze być sobą, bo każdy z nas jest piękny i niepowtarzalny! Nawet Shrek znalazł swoja Fionę.
"Stałem wstrząśnięty. Moje oczy, mój głos, mój zachwyt: spodobało im się tylko to, co było moje. Zignorowali całą pracę Zeusa Petera Lamy. Jak to możliwe?"
"Tego ranka po raz pierwszy miałem wrażenie, że ja też mam swoją rolę. Są istoty, które mnie potrzebują zarówno żywi jak i umarli. Co niezastąpionego mam w sobie? To, moje myśli. Moje troski. Moje przywiązania. Moje miłości."
Tytuł oryginalny: Lorsque j'etais une oeuvre d'art
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Maria Braunstein
Wydawnictwo Znak
`
21 kwietnia 2016
Islamski uchodźca nie taki straszny jak go malują! - "Ulisses z Bagdadu" Eric-Emmanuel Schmitt
"...ludzie są jak motyle, które uważają siebie za kwiaty: gdy gdzieś już osiądą, zapominają, że nie mają korzeni, biorą swe skrzydła za płatki i twierdzą, że nie pochodzą od gąsienicy."
Adam Rhodes - Where Is My home
Zdecydowanie to książka na czasie - teraz kiedy cały świat trąbi o syryjskich uchodźcach, zamachach w metrze, na stadionie, gdy zamykają granice... Zanim zaczęłam ją czytać byłam święcie przekonana, że 99% tych uchodźców to terroryści. Bo czemu nie ma kobiet i dzieci, tylko sami młodzi mężczyźni? Na bank wszyscy to ISIS! Z takim przeświadczeniem żyłam długie miesiące, aż w końcu Schmitt otworzył mi oczy. Książka uświadomiła mi dlaczego właśnie kraj opuszczają mężczyźni, a nie ich matki, siostry, żony, dzieci.
"Pewnego wieczora, gdy kładłem się na swej macie, nie mogąc już ruszyć ani ręką ani nogą, matka podeszła do mnie i powiedziała:
-Synu, chcę, abyś wyjechał. Tutaj mamy piekło..."
"Ulisses z Bagdadu" to historia młodego Irakijczyka i jego rodziny, którym przyszło, żyć za czasów Saddama Husajna, zamachu na World Trade Center, wojsk USA stacjonujących w ich kraju i ludzi pułapek. To w tym kraju Saad Saad uczy się prawa i tutaj się zakochuje. Tutaj też traci wszystko co najdroższe: miłość, część rodziny, nadzieję na lepsze jutro.
Idąc za głosem matki, ukochanej i ulubionych, zakazanych kryminałów Agaty Christie postanawia dotrzeć do Anglii. Nie jest to jednak proste zadanie. Dzięki swojemu uporowi się nie poddaje. Dzięki opatrzności ojca nie traci wiary. Dzięki swojej inteligencji brnie naprzód.
Schmitt w doskonały sposób pokazuje do jakich granic potrafi nagiąć się człowiek, jak wiele potrafi znieść, jak bardzo sięgnąć dna ,aby spełnić swoje marzenia. Telewizja pokazuje nam samochody i statki, którymi przemyca się ludzi. Ale dopiero ta książka uświadamia jak drastyczne są to warunki.
Pokazuje też nasz niewłaściwy stosunek do nielegalnych imigrantów.
"- Szczególnie ta niesprawiedliwość, Saad, której ofiarą padacie wy, nielegalni, ponieważ nikt nie chce dostrzec waszego nieszczęścia... Ludzie tacy jak ty przeszkadzają im. Lepiej się od nich odwrócić, zapomnieć o nich, niż szukać jakiegoś rozwiązania. skoro sami potrafią się jakoś wykaraskać po co im pomagać? Choć żyć im nie łatwo, to przecież mają lepiej niż tam, co? Inaczej by wyjechali prawda? Tak więc niech się zamkną, niech nie będzie ich słychać ani widać. Wtedy zapomnimy, że są... Mogą sobie żyć, ale niech to robią dyskretnie, jakby już nie żyli. I tu mój drogi Saadzie, pod waszym adresem pada największa z obelg: obojętność. Zachowujemy się tak, jakby was nie było, jakbyście nie cierpieli. gdy jest zimno, jakbyście nie krwawili, gdy jesteście ranni."
Mimo powagi problemu jaki niesie w sobie ta książka nie brakuje jej elementów humorystycznych, wszystko za sprawą ojca intelektualisty, który sypie mądrościami z rękawa.
"Pewnego wieczora, gdy kładłem się na swej macie, nie mogąc już ruszyć ani ręką ani nogą, matka podeszła do mnie i powiedziała:
-Synu, chcę, abyś wyjechał. Tutaj mamy piekło..."
"Ulisses z Bagdadu" to historia młodego Irakijczyka i jego rodziny, którym przyszło, żyć za czasów Saddama Husajna, zamachu na World Trade Center, wojsk USA stacjonujących w ich kraju i ludzi pułapek. To w tym kraju Saad Saad uczy się prawa i tutaj się zakochuje. Tutaj też traci wszystko co najdroższe: miłość, część rodziny, nadzieję na lepsze jutro.
Idąc za głosem matki, ukochanej i ulubionych, zakazanych kryminałów Agaty Christie postanawia dotrzeć do Anglii. Nie jest to jednak proste zadanie. Dzięki swojemu uporowi się nie poddaje. Dzięki opatrzności ojca nie traci wiary. Dzięki swojej inteligencji brnie naprzód.
Schmitt w doskonały sposób pokazuje do jakich granic potrafi nagiąć się człowiek, jak wiele potrafi znieść, jak bardzo sięgnąć dna ,aby spełnić swoje marzenia. Telewizja pokazuje nam samochody i statki, którymi przemyca się ludzi. Ale dopiero ta książka uświadamia jak drastyczne są to warunki.
Pokazuje też nasz niewłaściwy stosunek do nielegalnych imigrantów.
"- Szczególnie ta niesprawiedliwość, Saad, której ofiarą padacie wy, nielegalni, ponieważ nikt nie chce dostrzec waszego nieszczęścia... Ludzie tacy jak ty przeszkadzają im. Lepiej się od nich odwrócić, zapomnieć o nich, niż szukać jakiegoś rozwiązania. skoro sami potrafią się jakoś wykaraskać po co im pomagać? Choć żyć im nie łatwo, to przecież mają lepiej niż tam, co? Inaczej by wyjechali prawda? Tak więc niech się zamkną, niech nie będzie ich słychać ani widać. Wtedy zapomnimy, że są... Mogą sobie żyć, ale niech to robią dyskretnie, jakby już nie żyli. I tu mój drogi Saadzie, pod waszym adresem pada największa z obelg: obojętność. Zachowujemy się tak, jakby was nie było, jakbyście nie cierpieli. gdy jest zimno, jakbyście nie krwawili, gdy jesteście ranni."
Mimo powagi problemu jaki niesie w sobie ta książka nie brakuje jej elementów humorystycznych, wszystko za sprawą ojca intelektualisty, który sypie mądrościami z rękawa.
"- Synu mój, boski Ulissesie, nie drżysz przed różanopalcą jutrzenką?
-Słucham?
-Nie marznie ci dupa o piątej rano?"
"- Widzisz, tato, kiedy mówisz mi o książkach, które kochasz, o tych powieściach, które kończą się szczęśliwie lub sprawiedliwie, dochodzę do wniosku, że pisarze są szarlatanami. Próbują sprzedać nam świat, jakiego w rzeczywistości nie ma: uporządkowany, zrównoważony, moralny! Bzdury!"
Ta książka zwieńczona jest sukcesem. Jednak nie kończy się szczęśliwie. Saad osiągnął cel, ale nie może się nim w pełni cieszyć. Jego serce deportowano z powrotem do Bagdadu...
Uważam, że jest to, obok "Dziecko Noego", oraz "Oskar i pani Róża", najlepsza książka Schmitta z jaką miałam do czynienia. Zdecydowanie trzeba ją przeczytać.
Ta książka zwieńczona jest sukcesem. Jednak nie kończy się szczęśliwie. Saad osiągnął cel, ale nie może się nim w pełni cieszyć. Jego serce deportowano z powrotem do Bagdadu...
Uważam, że jest to, obok "Dziecko Noego", oraz "Oskar i pani Róża", najlepsza książka Schmitta z jaką miałam do czynienia. Zdecydowanie trzeba ją przeczytać.
Tytuł oryginalny: Ulysse from Bagdad
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Jan Maria Kłoczowski
Wydawnictwo: Znak
Przekład: Jan Maria Kłoczowski
Wydawnictwo: Znak
17 kwietnia 2016
Chcę iść do piekła! - "ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk
"Zerknęłam na zegarek, który stanął w momencie mojej śmierci. - W nocy, o 1:43"
AC/DC - Highway to Hell
"Ja, diablica" wpadła mi w oko, gdy ostatnim razem robiłam zakupy w Empiku. W związku z moim odwiecznym problem: kupowania książek w ilości większej niż jestem w stanie przeczytać, staram się kontrolować. Kupiłam więc tylko "Zaćmienie", a upatrzona pozycja musiała poczekać do następnej wizyty w księgarni. Kilka dni później, wypatrzyłam ją w bibliotece.Tym razem nie mogłam odpuścić...
Lektura wciąga od samego początku. Niezwykle trudno jest przestać ją czytać choćby na moment. Wszystko za sprawą piekielnie przystojnego i uwodzicielskiego Beletha.
"Rozpięta pod szyją czarna koszula doskonałej jakości perfekcyjnie układała się na jego równie perfekcyjnym torsie. Spokojnie mógłby śpiewać stary polski przebój "Bo we mnie jest seks". Czarne włosy zaczesał do góry, znowu układając w niedbałego irokeza. Hebanowy wisior przypominający różaniec zniknął pod koszulą."
Dla tego diabła chcę iść do piekła! Chcę zamieszkać w cudownym Los Diablos!
Podczas czytania wielokrotnie się uśmiałam. Nie ważne gdzie byłam czy to w domu, czy tramwaju...
"Rozejrzałam się. Wszyscy wpatrywali się we mnie z obawą. No jasne. Bójcie się! Jak się wkurzę, to sprawię, że wam kwiatki szybciej urosną w doniczkach..."
Uśmiechałam się bo śmieszyły mnie teksty, albo wydawały mi się głupkowate. Ale w chwile potem otrząsałam się z myślą: "Hello! Ta dziewczyna (autorka) jest młodsza od ciebie, pisała książkę w wieku, w którym tobie by nawet przez myśl coś takiego nie przeszło, więc się nie czepiaj młodzieńczych autorytetów".
"- Achilles był jego synem?! Ten Achilles? Ten?!
- Nie rozumiem czym się tak podniecasz. Mityczni czy biblijni herosi byli w większości potomkami aniołów. Tacy ludzie się nie rodzą.
Wow... pomyślałam o Pudzianie. Nie... on jest człowiekiem. Półbóg nie reklamowałby piwa."
Wiktoria fajna, Beleth cudowny, tylko ten Piotruś... masakra! Jak mi działała na nerwy jego postać! I ta ślepa miłość Wiktorii do niego. Ble!!! I wcale nie dlatego, że mam awersję do imienia Piotr, ściśle podpartą życiowym doświadczeniem. Po prostu Wiki była w nim beznadziejnie zakochana. A gdy okazało się, że jedną z ziemskich osób która ma Iskrę jest właśnie on, padłam na cycki. No nie! Główna bohaterka ma iskrę i oczywiście z dwunastu osób z całego świata jej Piotruś też musi mieć iskrę. Czy to nie brzmi trywialnie? Ach, jaką miałam nadzieję, że zakocha się w Monice, że pokaże jej jakim jest dupkiem... a Wiki zraniona wpadnie w objęcia diabła - przystojniaka o złotych oczach.
( Jakoś mam słabość do tych złotych oczu. Jak Edward... Widać to cecha długowiecznych. Piękna cecha.)
Do końca książki miałam nadzieję, że Wiktoria jednak wybierze Beletha. Odwzajemni Jego uczucie.
"Latanie... jest jak pierwsza miłość. Jak zakochanie. Nie umiałem znaleźć porównania dopóki cię nie spotkałem."
Niestety... ;(
Książka jako całość jest bardzo sympatyczna. Jednak nie podobało mi się zakończenie.
Na pewno sięgnę po kolejne części: "ja, anielica", "ja, potępiona"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo W.A.B.
10 kwietnia 2016
Rozdarta między zimnem i ciepłem... - "Zaćmienie" Stephenie Meyer
"Uważałam mianowicie, że jeśliby wypełnił mnie jad Edwarda, w romantyczny i całkiem namacalny sposób stałabym się kimś, kto do Edwarda przynależał.*"
5 Sia - My Love - Eclipse Soundtrack
Zawsze miałam problemy ze wstępami. Każde wypracowanie w liceum to była udręka, dopóki nie wymyśliłam tych kilku pierwszych zdań... Z tą recenzją mam podobnie siedzę kolejny wieczór i nie wiem co mam napisać... Zaczynam, a potem naciskam Backspace.
Backspace.
Backspace.
....
Backspace.
No mogłabym mieć problem gdyby mi się nie podobała, ale przecież podobała i to bardzo. Choć przyznam, że nie wciągnęła mnie od samego początku. Kilkadziesiąt pierwszych stron czytałam, bo czytałam. Ale rewelacji nie było. Przez moment przeleciała mi nawet myśl, że mogłam jednak wypożyczyć z biblioteki, a nie kupować... Czytałam trochę w domu, trochę w tramwaju, aż wreszcie w środku historii Quiletów zamknęłam książkę i odłożyłam na dwa dni. Bzdetne, indiańskie gadki szmatki...
Chyba byłam zmęczona nadmiarem pracy, bo po wolnym dniu, gdy odpoczęłam zaczęłam tęsknić za złotym wzrokiem Edwarda... Otworzyłam wieczorem książkę na sto którejś stronie i zaczęłam czytać... Czytałam, czytałam, spojrzałam na zegar - "dopiero dwunasta, poczytam jeszcze chwilkę i kładę się spać". Czytałam, czytałam, czytałam.... i nie mogłam się oderwać, aż oczy lekko zaczęły mi się kleić, ale został już tylko ostatni rozdział i epilog. Pomyślałam, że żal zamykać i doczytam do końca. Skończyłam. Podniosłam się z łóżka, by się czegoś napić. Zerknęłam na budzik. "O cholera! 5! Za dwie godziny wstaję do pracy!" Spałam, krótko, śniło mi się Forks, a gdy się rano obudziłam, zastanawiałam się czy oby mi się to wszystko nie przyśniło? Zerknęłam na książkę - pozaklejana indeksami - czyli czytałam.
Przyznaję, że w tej części zaczęła mnie strasznie denerwować nadopiekuńczość Edwarda. Jak On może Ją tak ograniczać? Jak Ona może dawać się tak manipulować? Do głosu doszły moje osobiste wspomnienia - obsesyjnie zazdrosnego faceta kontrolującego na każdym kroku. Jakby ktoś chlusnął na mnie wiadro zimnej wody. Na szczęście zjawił się na swoim motorze gorący Jacob, przy którym nie groźna najgorsza śnieżyca. Przy tym chłopaku jest naprawdę miło, ciepło i puchato. Nie dziwię się, że Bells go pokochała... silne męskie ramiona, ciemna karnacja, siła, ciepło, bezpieczeństwo... Momentami zastanawiałam się czy nie lepiej było by jednak z Jacobem. To co mnie niezwykle przyciągało do niego to ciepło. Ciepełko, które tak bardzo uwielbiam. Jest takie mrrrr...
Zaskoczyła mnie wyrozumiałość Edwarda. Potwierdza Jego uczucie do Belli. Spokój z jakim przyjmuje, że jakiś skrawek Jej serca należy do Wilka i to, że pozwoliłby Jej bez słowa odejść, gdyby tak postanowiła, całkowicie oddają bezgraniczną miłość.
"Widzisz jaka jest różnica między naszymi uczuciami, gdyby on był na moim miejscu, a ja na jego, to choćbym go nienawidził piekielną nienawiścią, nigdy bym na niego nie podniósł ręki... Dopóki by jej na nim zależało byłby bezpieczny. Z chwilą kiedy przestałaby o niego dbać, wydarłbym mu serce i wypił krew! Ale do tego czasu... wolałbym konać powoli przez lata całe, niż dotknąć jednego włosa na jego głowie.**"
No zazdroszczę Jej tego uczucia! Miłości niezwykle wyjątkowej, silnej i prawdziwej. Faceta, który nie dość, że jest niesamowicie przystojny to jeszcze tak ogromnie kocha. Bo przecież to, iż jest wampirem jest najmniej istotną kwestią, a nawet dodaje smaczku.
W tej części wiele się dzieje. Poznacie wzruszającą historię Rosalie, mrożące krew w żyłach losy Jaspera. Zmarzniecie wraz z Bellą w górach z Edwardem i rozgrzejecie się w gorących ramionach Jacoba. Zawrzecie sojusz z Wilkołakami, stoczycie walkę z Nowonarodzonymi i Victorią, spotkacie Volturich. Jest ciekawie i niebezpiecznie.
Kocham. Uwielbiam. I z utęsknieniem czekam na wtorek... To własnie wtedy jadę do miasta i będę mogłą sobie kupić kolejną część sagi - "Przed świtem".
Tytuł oryginalny: Eclipse
Autor: Stephenie Meyer
Przełożyła z angielskiego: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie. Grupa Wydawnicza Publicat S.A.
Cena z okładki: 34,90zł
* cytat z "Zaćmienia"
** fragment "Wichrowych wzgórz" przytoczonych w książce;
2 kwietnia 2016
Jak łatwo nas zmanipulować - "Intrygantki" Eric-Emmanuel Schmitt
"Znam szepty obłoków, pieśń dzikich gęsi, kiedy lecą w kluczu do Afryki, znam marzenia kretów, miłosne krzyki dżdżownic i przeszywający dźwięk komety przecinającej niebo, ale to... tego nie znałem... to aria Hrabiny Dove sono i bei momenti z Wesela Figara*"
"Mozart. Żeby łatwiej było panu uwierzyć w człowieka...*"
Utwór wspomniany w dramacie "Gość"
Utwór wspomniany w dramacie "Gość"
"Intrygantki" to zbiór czterech historii:
"Noc w Valognes" - kobiety wytyczają proces Don Juanowi, za to, że je w sobie rozkochał, a następnie porzucił. Okazuje się jednak, iż od pewnego czasu jest On zakochany, a te wszystkie podboje miłosne były jedynie próbą odnalezienia drugiej połowy.
"Tylko mężczyzna może tak kpić! Dla was to dyshonor przyznać, że posiadacie serce, serce spragnione, serce złamane! Tak jakby siusianie na stojąco wykluczało uczucia!*"
"Kobiety są słabe - wielki błąd, Don Juanie, bo to właśnie słabość jest głównym źródłem naszej siły. To niewidoczna broń, której istnienia nie podejrzewa żaden mężczyzna.*"
"Gość" to historia Freuda, jego zmagania z chorobą, nazistami, starciem ateizmu z wiarą w Boga, miłością do Austrii, a możliwością ratowania siebie, swojej rodziny, swojej historii.
"Wiek to abstrakcja, tak jak liczby... Pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt dwa?...*"
"I będzie pan ją trzymał w ramionach, pełen tego szczęścia, które jest tak bliskie beznadziei. Z tym uczuciem, że życie trzyma się tylko na cieniutkiej nitce... Bardzo słabej... I że chwilowo udało się zapobiec jej pęknięciu... To właśnie ta słabość daje siłę, by kochać...*"
Trzecia "Knebel" to monolog, który czytało mi się najlepiej. Młody człowieka - duszy, wspomina swoje życie. Swoją miłość, chorobę i śmierć.
"Wciąż cierpię. Bo cierpienie to nie jest ból - nie, tak myślą tylko weterynarze - cierpienie to sprawa wyobraźni.*"
"Jeśli więc "moja choroba" była mną, nie powinienem jej nienawidzić - nie jestem przecież wrogiem samego siebie. Jeżeli jednak wtargnęła we mnie z zewnątrz siłą, powinienem ją uważać za wroga. Ale moja choroba była mną, bo otrzymałem ją z miłości.*"
Czwarta "Szatańska filozofia" o depresji Diabła, bo nie ma już nadziei, że można zasiać ziarno zła, "dobrego" zła na ziemi, w człowieku. Okazuje się jednak, iż rozwiązanie jest o wiele prostsze niż by się wydawało, przez co ludzie wcale nie odbierają go jako czegoś związanego z szatanem.
Jak w większości swoich dzieł Schmitt daje do myślenia. Nie sposób zamknąć książki i sięgnąć po następną. Trzeba wszystko wewnętrznie przetrawić. Zerknąć jeszcze raz do zaznaczonych fragmentów (było ich sporo).
Książka pokazuje, jak niezwykle łatwo jest nas, ludzi zbajerować, zmanipulować. Wystarczy jedna intryga, jeden mały podstęp, a już całkiem inaczej działamy niż mieliśmy to zrobić jeszcze pięć minut temu. Z jak wielu manipulacji nawet nie zdajemy sobie sprawy.
Próbowałam znaleźć jakiś wspólny mianownik we wszystkich utworach, ale mi się nie udało. I nie wiem czy zbyt płytko myślę czy za bardzo się doszukuję jakiejś spójności. W dwóch historiach pojawia się homoseksualne uczucie, w trzech jest intryga, chociaż w monologu jej nie dostrzegłam.
A Wy jaki macie klucz do "Intrygantek"?
Tytuł oryginalny: Theatre. La Nuit de Valognes, Le Visiteur, Le Baillon, L'Ecole du diable.
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przełożył z francuskiego Wawrzyniec Brzozowski
Wydawnictwo Znak litera nova
* wszystkie cytaty pochodzą ze zbioru "Imigrantki"
27 marca 2016
Zaprzyjaźniona z wilkołakiem - recenzja książki "Księżyc w nowiu."
"You know I haven't sleep in weeks
You've the only thing I see"
You've the only thing I see"
Anya Marina - Satellite heart (New Moon Soundtrack)
Następnego ranka po skończeniu pierwszej części Sagi Zmierzchu, w drodze do pracy wsiadłam do tramwaju i nie otworzyłam żadnej książki. Było mi tak jakoś dziwnie i smutno. Gapiłam się przez okno. Było pusto, szaro, buro i ponuro. Brak Edwarda.
"Byłam niczym osamotniony księżyc - satelita, którego planeta wyparowała w wyniku jakiegoś kosmicznego kataklizmu. Mimo jej braku, ignorując prawo grawitacji, uparcie krążyłam wokół pustki po swojej dawnej orbicie.*"
W pracy całą godzinę siedziałam jak na szpilkach. Odliczałam minuty do wybicia godziny dziesiątej.
"Czas przemija nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból. Czas przemija nierówno - raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży - ale mimo to przemija. Nawet mnie to dotyczy.*"
- Poproszę "Księżyc w nowiu".
- Nie ma. - To nie mieściło się w mojej głowie. Jak to nie ma?? Przecież ja nie wytrzymam bez Edwarda! Ekspedientka coś do mnie mówiła, ale ja przez chwilę nic nie słyszałam. Przebiło się jedynie słowo "zamówić".
- Może Pani zamówić?
- Tak, jeśli Pani chce mogę zamówić z hurtowni. - Rozległy się gromkie fanfary, a serce podskoczyło mi do gardła.
- Kiedy mogę odebrać?
- Po świętach. - Jak to, kurwa po świętach?! Przecież ja nie wytrzymam tyle czasu! Nie ma opcji! Coś wymyślę.
- Nie, dziękuję. - Wyszłam z księgarni jak zbity pies. Powłócząc noga za nogą, skierowałam się w stronę swojego sklepu. Przez chwilę nie docierało do mnie nic. Starałam się coś wymyślić. I nagle koleżanka zaproponowała mi zamianę. Chciała abym przyszła za nią w Wielką Sobotę, a Ona przyjdzie za mnie jutro. Normalnie była bym wściekła, że tracę jeden dzień świąt, ale w tej sytuacji nie mogłam odmówić... Pojadę jutro do Empiku!
No i pojechałam. I była na półce. Ostatnia. Czekała na mnie.
Znów mogłam być Bellą. Świętowałam swoje 18 urodziny w domu Cullenów... Normalnie świętowałabym je niemalże jednocześnie, Isabella - 13 września, ja - 14. Obie mamy po 163 cm wzrostu, kochamy książki, nie znosimy deszczu i chłodu, uwielbiamy książki... tyle, że na mojej drodze nigdy nie stanął żaden potwór. I przyznam, że niezwykle Jej zazdroszczę...
Nawet nie wiem kiedy z oczu zaczęły płynąć pierwsze słone krople. Jak mógł to zrobić? Odejść, tak po prostu? Zamknęłam książkę, gdy już niczego nie widziałam przez łzy. Położyłam głowę do poduszki, płakałam. Jakoś udało mi się zasnąć. Cały następny dzień starałam się czymś zająć. Nie myśleć. Nie sięgnąć do książki. Wiedziałam, że Bells cierpi, nie chciałam cierpieć z Nią. Ale gdy nadeszła noc otworzyłam książkę. Czytałam szybko i zachłannie starając się dobrnąć jak najdalej. Wiedziałam, że gdzieś tam wróci - przecież widziałam film - ale nie byłam pewna zawsze przecież film odbiega od powieści.
Podróż do mojej kochanej Toskanii była niesamowita. Może nie byłam w mieście Volterra, ale doskonale mogłam sobie wyobrazić te ciasne uliczki, tak podobne choćby do Sieny i ten rynek z zegarową wierzą. Jakże trudno było go zwiedzać bez żadnego festiwalu, a co dopiero biec w tłumie.
Przyznam, że odrobinę się bałam o życie Bells w trakcie wizyty u Volturich.
Przyjaźń z Jacobem była czymś wspaniałym. Lubię gdy jest mi ciepło, a przy Wilku tak właśnie było. Ciepło, może nawet chwilami gorąco. Idealnie dla człowieka. A jednak wciąż trzymałam swoje uczucia w bezpiecznej odległości. Chyba bardziej od Bells, która resztkami swojego serca pokochała młodego indianina.
Przez przebywanie wśród wilkołaków nabrałam odrobinę dystansu, do Edwarda. Moje serce już się tak nie wyrywało jak w pierwszym tomie. Choć przyznam zakończenie było niezwykle romantyczne, z pewnością powiedziałabym TAK. Szkoda, że nie spotkałam na swojej drodze zimnej istoty o tak gorącym sercu....
"Jeśli mamy być razem, niebo mi niepotrzebne.*"
Swoją drogą ciekawe jak by to było czuć lodowate usta na swoich rozpalonych ustach? Nurtuje mnie też odrobinę ten słodki zapach, "ani kwiatowy, ani korzenny, ani cytrusowy, ani piżmowy. Nie mogły się z nim równać żadne znane mi perfumy.*" Właśnie pod wpływem tej lektury zmieniłam perfumy. Uwielbiam je, choć wcześniej nuta słodkiej wanilii działała na mnie niezwykle drażniąco. Po prostu słodki zapach był mi potrzebny.
Powieść, podobnie jak pierwszy tom sagi, jest niezwykle wciągająca. Połknęłam ją w trzy dłuuuugie wieczory. Cudownie było poznać historię o ludzkiej rodzinie Edwarda. Jestem bardzo ciekawa dalszych losów Belli i Edwarda. Ale już nie będę wewnętrznie rozpaczać, że dopiero za tydzień będę mogła pojechać do księgarni.
Tytuł oryginalny: New Moon
Autor: Stephenie Meyer
Przełożyła z angielskiego: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie. Grupa Wydawnicza Publicat S.A.
Cena z okładki: 29,90zł
*wszystkie cytaty pochodzą z tomu: "Księżyc w nowiu."
26 marca 2016
Spędzić choć chwilę w ramionach Edwarda.... - bardzo osobista recenzja książki "Zmierzch"
Posłuchajcie kołysanki, którą Edward napisał dla Belli:
Bella's Lullaby
Uwielbiam "Sagę Zmierzch". Mogłabym oglądać godzinami, w kółko i w kółko. Nawet w trakcie pisania tej recenzji odpaliłam film i zrobiłam sobie, krótką przerwę. Miała być chwila, tylko kilka scen...skończyłam na balu.
Odkąd pamiętam fascynowały mnie filmy i książki o wampirach. Jako nastolatka "Wywiad z wampirem" oglądałam chyba ze sto razy. Ta fascynacja wiecznym pięknem i nieśmiertelnością. Marzenia o byciu wiecznie młodą... Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co by to było, gdyby wtedy był Zmierzch..
Wstyd się przyznać, ale przez tyle czasu nawet do głowy mi nie przyszło, że przecież mogę przeczytać sagę, a nie tylko gapić się w ekran. Ale rozgrzeszam się, bo patrzenie na Roberta Pattinsona jest niezwykle przyjemne. Niezłe ciacho! Do tego te złote oczy.... mrrrrr. No, co? Lubię "niegrzecznych chłopców".
Pewnego cudownego wieczoru, wróciłam z pracy i otworzyłam paczkę od mojego ukochanego wydawnictwa. A w niej między innymi: "Zmierzch". Dzięki świadomości, że na drugi dzień znów muszę rano wstać, udało mi się powstrzymać przed rozpoczęciem lektury. Oczywiście nie omieszkałam schować książki do torebki. Rano weszłam do tramwaju, skasowałam bilet, usiadłam i zaczęłam czytać. Po chwili zerknęłam przez okno. Jakieś dziwne domy... Przez przednią szybę widać wiadukt... O, cholera! Przejechałam przystanek w drodze do pracy. Na szczęście tylko jeden, ale za to bardzo długi. Bella i Edward zafundowali mi 15 minutowy spacer. Na szczęście była ładna pogoda, a odrobina świeżego powietrza dobrze mi zrobiła przed 11 godzinami w budynku...
Edward Cullen - przystojny, silny i niezwykle szarmancki. Nie sposób Mu się oprzeć. Zaczytana stawałam się Bellą, zakochaną w Edwardzie. W pracy cały dzień myślałam tylko o tym kiedy znów będę mogła się z Nim spotkać. Kiedy uda mi się otworzyć książkę i zatopić się w jego silne ramiona. Ach, jak bardzo pragnęłam poczuć Jego niesamowity zapach, którego nie sposób sobie wyobrazić. Lodowaty dotyk niemalże czułam na swojej skórze...
Książa pochłaniała mnie tak bardzo, że gdy Bella zaczęła uciekać na lotnisku moje serce zaczęło mocno bić. Zupełnie jakbym to ja biegła szaleńczym tempem. Pulsowało mi w skroniach. Przez chwilę nie słyszałam nic poza: "tu-dum, tu-dum, tu-dum, tu-dum..."
Mimo swoich trzydziestu lat wciąż chodzę szczęśliwa i rozpromieniona jakbym naprawdę się zakochała. To ekscytacja tą cudowną książką. Boskim Edwardem. Pragnieniem cudownej miłości, w której można się zatracić. Książka rozbudziła we mnie uśpione zmysły i marzenia...
"- A to dopiero - mruknął Edward. - Lew zakochał się w jagnięciu. Spuściłam wzrok, drżąc z ekscytacji na dźwięk tego najcudowniejszego ze słów.
- Biedne głupie jagnię - westchnęłam.
- Chory na umyśle lew masochista....*"
Bella Swan - ciapowata nastolatka z kompleksami. Mądra, bystra, uwielbia czytać książki.
"Zmierzch" to historia niezwykłej miłości. Trudnej i pełnej wyrzeczeń. A jednocześnie tak doskonale pięknej.
Film jest wspaniały, a książka jest arcydziełem. Stephenie Meyer ma doskonałe pióro. Pragnę więcej i więcej. Już nie dziwi mnie teraz fakt, iż Saga odniosła tak ogromny sukces na całym świecie. Jestem pewna, że jeszcze nie raz odwiedzę deszczowe Forks. Odkładam więc książkę na półkę do mojej biblioteczki. I biegnę do księgarni po kolejną część...
Tytuł oryginalny: Twilight
Autor: Stephenie Meyer
Przełożyła z angielskiego: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie Grupa Wydawnicza Publicat S.A.
*cytat z tomu "Zmierzch"
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















