27 kwietnia 2016

Szukaj poklasku, unoś się pychą... - "Kiedy byłem dziełem sztuki" Eric-Emmanuel Schmitt




"Zeus Peter Lama polecił mi, żebym ci otworzył czaszkę i wyciął płaty mózgowe odpowiedzialne za mowę."
Lady Gaga - Applause (Official)


"Kiedy byłem dziełem sztuki" - już sam tytuł wskazuje, że będzie to lektura niezwykle kontrowersyjna. Połączenie wyrazów: człowiek i dzieło sztuki, gryzie się ze sobą, odpycha jak te same bieguny magnesów. Żywa rzeźba? Co ten Schmitt wymyślił? Taką historię mógł napisać tylko wybitny pisarz.

Zaczyna się smutno:
"Wszystkie moje samobójstwa były nieudane. Właściwie wszystko było nieudane: i życie, i samobójstwa." 

i jest smutno przez większą część książki. Może i Tazio Firelli, po oddaniu się w ręce swojego Dobroczyńcy - Zeusa Petara Lamy, stał się popularny, czego tak bardzo pragnął. Jako Adam bis, przestał być przeciętniakiem, zaczął skupiać na sobie uwagę innych, był w centrum zainteresowania. Jednakże, aby to osiągnąć musiał ponieść bardzo wysoką cenę - stał się przedmiotem, stracił wolność.

Niezwykle trudno było mi sobie go wyobrazić. Próbując to robić miałam wrażenie, że odwracam wzrok by na niego nie patrzeć. By nie spoglądać na tandetnie wykonaną replikę Frankensteina... z obciętymi stopami, kroczącego na samych piętach... 


"Powoli, z trudem zrobiłem kilka kroków. "Iść" nie było odpowiednim słowem, bardziej na miejscu byłoby "Przemieszczać się"..."

"Z trudem posuwałem się naprzód, częściowo dlatego, że pod ciężarem pięt zapadałem się w jedwabistą grubość piasku..."

I podziwiam Fionę, która potrafiła pokochać go w tym szkaradnym ciele. Sama, chyba bym się na to nie zdobyła.

Zadziwiające jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, aby zdobyć popularność. Jak wiele granic jesteśmy w stanie przekroczyć, aby zdobyć poklask i sławę, zarówno jako ludzie, którzy chcą być popularni jak i artyści, którzy chcą aby było o nich głośno. Przyznam, że nie mieści mi się to w głowie... Ale, gdy przeniosę się w przeszłość do czasów liceum potrafię sobie to wyobrazić. Uczeń szukający uznania wśród rówieśników jest gotów na wiele, o ile nie na wszystko...

Książka jest wciągająca, choć odrobinę nudna, bo nudne było życie Adama bis. Nie była to lektura, dla której chciałabym zarywać noce, ale gdy już zaczęłam ją czytać to musiałam do niej wrócić, aby dowiedzieć się: Co dalej? Jak to wszystko się skończy? Uważam, że powinna być lekturą obowiązkową i to już w pierwszej klasie gimnazjum - a to w związku ze swoim przekazem. Najważniejsze być sobą, bo każdy z nas jest piękny i niepowtarzalny! Nawet Shrek znalazł swoja Fionę.

"Stałem wstrząśnięty. Moje oczy, mój głos, mój zachwyt: spodobało im się tylko to, co było moje. Zignorowali całą pracę Zeusa Petera Lamy. Jak to możliwe?"

"Tego ranka po raz pierwszy miałem wrażenie, że ja też mam swoją rolę. Są istoty, które mnie potrzebują zarówno żywi jak i umarli. Co niezastąpionego mam w sobie? To, moje myśli. Moje troski. Moje przywiązania. Moje miłości."

Tytuł oryginalny: Lorsque j'etais une oeuvre d'art
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Maria Braunstein
Wydawnictwo Znak


`

21 kwietnia 2016

Islamski uchodźca nie taki straszny jak go malują! - "Ulisses z Bagdadu" Eric-Emmanuel Schmitt



"...ludzie są jak motyle, które uważają siebie za kwiaty: gdy gdzieś już osiądą, zapominają, że nie mają korzeni, biorą swe skrzydła za płatki i twierdzą, że nie pochodzą od gąsienicy."
Adam Rhodes - Where Is My home

Zdecydowanie to książka na czasie - teraz kiedy cały świat trąbi o syryjskich uchodźcach, zamachach w metrze, na stadionie, gdy zamykają granice... Zanim zaczęłam ją czytać byłam święcie przekonana, że 99% tych uchodźców to terroryści. Bo czemu nie ma kobiet i dzieci, tylko sami młodzi mężczyźni? Na bank wszyscy to ISIS! Z takim przeświadczeniem żyłam długie miesiące, aż w końcu Schmitt otworzył mi oczy. Książka uświadomiła mi dlaczego właśnie kraj opuszczają mężczyźni, a nie ich matki, siostry, żony, dzieci.
"Pewnego wieczora, gdy kładłem się na swej macie, nie mogąc już ruszyć ani ręką ani nogą, matka podeszła do mnie i powiedziała:
-Synu, chcę, abyś wyjechał. Tutaj mamy piekło..."


"Ulisses z Bagdadu" to historia młodego Irakijczyka i jego rodziny, którym przyszło, żyć za czasów Saddama Husajna, zamachu na World Trade Center, wojsk USA stacjonujących w ich kraju i ludzi pułapek. To w tym kraju Saad Saad uczy się prawa i tutaj się zakochuje. Tutaj też traci wszystko co najdroższe: miłość, część rodziny, nadzieję na lepsze jutro.
Idąc za głosem matki, ukochanej i ulubionych, zakazanych kryminałów Agaty Christie postanawia dotrzeć do Anglii. Nie jest to jednak proste zadanie. Dzięki swojemu uporowi się nie poddaje. Dzięki opatrzności ojca nie traci wiary. Dzięki swojej inteligencji brnie naprzód.

Schmitt w doskonały sposób pokazuje do jakich granic potrafi nagiąć się człowiek, jak wiele potrafi znieść, jak bardzo sięgnąć dna ,aby spełnić swoje marzenia. Telewizja pokazuje nam samochody i statki, którymi przemyca się ludzi. Ale dopiero ta książka uświadamia jak drastyczne są to warunki.
Pokazuje też nasz niewłaściwy stosunek do nielegalnych imigrantów.
"- Szczególnie ta niesprawiedliwość, Saad, której ofiarą padacie wy, nielegalni, ponieważ nikt nie chce dostrzec waszego nieszczęścia... Ludzie tacy jak ty przeszkadzają im. Lepiej się od nich odwrócić, zapomnieć o nich, niż szukać jakiegoś rozwiązania. skoro sami potrafią się jakoś wykaraskać po co im pomagać? Choć żyć im nie łatwo, to przecież mają lepiej niż tam, co? Inaczej by wyjechali prawda? Tak więc niech się zamkną, niech nie będzie ich słychać ani widać. Wtedy zapomnimy, że są... Mogą sobie żyć, ale niech to robią dyskretnie, jakby już nie żyli. I tu mój drogi Saadzie, pod waszym adresem pada największa z obelg: obojętność. Zachowujemy się tak, jakby was nie było, jakbyście nie cierpieli. gdy jest zimno, jakbyście nie krwawili, gdy jesteście ranni."

Mimo powagi problemu jaki niesie w sobie ta książka nie brakuje jej elementów humorystycznych, wszystko za sprawą ojca intelektualisty, który sypie mądrościami z rękawa.
"- Synu mój, boski Ulissesie, nie drżysz przed różanopalcą jutrzenką?
-Słucham?
-Nie marznie ci dupa o piątej rano?"


"- Widzisz, tato, kiedy mówisz mi o książkach, które kochasz, o tych powieściach, które kończą się szczęśliwie lub sprawiedliwie, dochodzę do wniosku, że pisarze są szarlatanami. Próbują sprzedać nam świat, jakiego w rzeczywistości nie ma: uporządkowany, zrównoważony, moralny! Bzdury!"

Ta książka zwieńczona jest sukcesem. Jednak nie kończy się szczęśliwie. Saad osiągnął cel, ale nie może się nim w pełni cieszyć. Jego serce deportowano z powrotem do Bagdadu...

Uważam, że jest to, obok "Dziecko Noego", oraz "Oskar i pani Róża", najlepsza książka Schmitta z jaką miałam do czynienia. Zdecydowanie trzeba ją przeczytać.

Tytuł oryginalny: Ulysse from Bagdad
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Jan Maria Kłoczowski
Wydawnictwo: Znak

17 kwietnia 2016

Chcę iść do piekła! - "ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk





"Zerknęłam na zegarek, który stanął w momencie mojej śmierci. - W nocy, o 1:43"
AC/DC - Highway to Hell

"Ja, diablica" wpadła mi w oko, gdy ostatnim razem robiłam zakupy w Empiku. W związku z moim odwiecznym  problem: kupowania książek w ilości większej niż jestem w stanie przeczytać, staram się kontrolować. Kupiłam więc tylko "Zaćmienie", a upatrzona pozycja  musiała poczekać do następnej wizyty w księgarni. Kilka dni później, wypatrzyłam ją w bibliotece.Tym razem nie mogłam odpuścić...

Lektura wciąga od samego początku. Niezwykle trudno jest przestać ją czytać choćby na moment. Wszystko za sprawą piekielnie przystojnego i uwodzicielskiego Beletha.
"Rozpięta pod szyją czarna koszula doskonałej jakości perfekcyjnie układała się na jego równie perfekcyjnym torsie. Spokojnie mógłby śpiewać stary polski przebój "Bo we mnie jest seks". Czarne włosy zaczesał do góry, znowu układając w niedbałego irokeza. Hebanowy wisior przypominający różaniec zniknął pod koszulą."
Dla tego diabła chcę iść do piekła! Chcę zamieszkać w cudownym Los Diablos!

Podczas czytania wielokrotnie się uśmiałam. Nie ważne gdzie byłam czy to w domu, czy tramwaju...
"Rozejrzałam się. Wszyscy wpatrywali się we mnie z obawą. No jasne. Bójcie się! Jak się wkurzę, to sprawię, że wam kwiatki szybciej urosną w doniczkach..."

Uśmiechałam się bo śmieszyły mnie teksty, albo wydawały mi się głupkowate. Ale w chwile potem otrząsałam się z myślą: "Hello! Ta dziewczyna (autorka) jest młodsza od ciebie, pisała książkę w wieku, w którym tobie by nawet przez myśl coś takiego nie przeszło, więc się nie czepiaj młodzieńczych autorytetów".
"- Achilles był jego synem?! Ten Achilles? Ten?!
- Nie rozumiem czym się tak podniecasz. Mityczni czy biblijni herosi byli w większości potomkami aniołów. Tacy ludzie się nie rodzą.
Wow... pomyślałam o Pudzianie. Nie... on jest człowiekiem. Półbóg nie reklamowałby piwa."


Wiktoria fajna, Beleth cudowny, tylko ten Piotruś... masakra! Jak mi działała na nerwy jego postać! I ta ślepa miłość Wiktorii do niego. Ble!!! I wcale nie dlatego, że mam awersję do imienia Piotr, ściśle podpartą życiowym doświadczeniem. Po prostu Wiki była w nim beznadziejnie zakochana. A gdy okazało się, że jedną z ziemskich osób która ma Iskrę jest właśnie on, padłam na cycki. No nie! Główna bohaterka ma iskrę i oczywiście z dwunastu osób z całego świata jej Piotruś też musi mieć iskrę. Czy to nie brzmi trywialnie? Ach, jaką miałam nadzieję, że zakocha się w Monice, że pokaże jej jakim jest dupkiem... a Wiki zraniona wpadnie w objęcia diabła - przystojniaka o złotych oczach.
( Jakoś mam słabość do tych złotych oczu. Jak Edward... Widać to cecha długowiecznych. Piękna cecha.)

Do końca książki miałam nadzieję, że Wiktoria jednak wybierze Beletha. Odwzajemni Jego uczucie.
"Latanie... jest jak pierwsza miłość. Jak zakochanie. Nie umiałem znaleźć porównania dopóki cię nie spotkałem."
Niestety... ;(

Książka jako całość jest bardzo sympatyczna. Jednak nie podobało mi się zakończenie.
Na pewno sięgnę po kolejne części: "ja, anielica", "ja, potępiona"

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo W.A.B.



10 kwietnia 2016

Rozdarta między zimnem i ciepłem... - "Zaćmienie" Stephenie Meyer



"Uważałam mianowicie, że jeśliby wypełnił mnie jad Edwarda, w romantyczny i całkiem namacalny sposób stałabym się kimś, kto do Edwarda przynależał.*"
5 Sia - My Love - Eclipse Soundtrack



Zawsze miałam problemy ze wstępami. Każde wypracowanie w liceum to była udręka, dopóki nie wymyśliłam tych kilku pierwszych zdań... Z tą recenzją mam podobnie siedzę kolejny wieczór i nie wiem co mam napisać... Zaczynam, a potem naciskam Backspace.
Backspace.
Backspace.
....
Backspace.

No mogłabym mieć problem gdyby mi się nie podobała, ale przecież podobała i to bardzo.  Choć przyznam, że nie wciągnęła mnie od samego początku. Kilkadziesiąt pierwszych stron czytałam, bo czytałam. Ale rewelacji nie było. Przez moment przeleciała mi nawet myśl, że mogłam jednak wypożyczyć z biblioteki, a nie kupować... Czytałam trochę w domu, trochę w tramwaju, aż wreszcie w środku historii Quiletów zamknęłam książkę i odłożyłam na dwa dni. Bzdetne, indiańskie gadki szmatki...

Chyba byłam zmęczona nadmiarem pracy, bo po wolnym dniu, gdy odpoczęłam zaczęłam tęsknić za złotym wzrokiem Edwarda... Otworzyłam wieczorem książkę na sto którejś stronie i zaczęłam czytać... Czytałam, czytałam, spojrzałam na zegar - "dopiero dwunasta, poczytam jeszcze chwilkę i kładę się spać". Czytałam, czytałam, czytałam.... i nie mogłam się oderwać, aż oczy lekko zaczęły mi się kleić, ale został już tylko ostatni rozdział i epilog. Pomyślałam, że żal zamykać i doczytam do końca. Skończyłam. Podniosłam się z łóżka, by się czegoś napić. Zerknęłam na  budzik. "O cholera! 5! Za dwie godziny wstaję do pracy!" Spałam, krótko, śniło mi się Forks, a gdy się rano obudziłam, zastanawiałam się czy oby mi się to wszystko nie przyśniło? Zerknęłam na książkę - pozaklejana indeksami - czyli czytałam.

Przyznaję, że w tej części zaczęła mnie strasznie denerwować nadopiekuńczość Edwarda. Jak On może Ją tak ograniczać? Jak Ona może dawać się tak manipulować? Do głosu doszły moje osobiste wspomnienia - obsesyjnie zazdrosnego faceta kontrolującego na każdym kroku. Jakby ktoś chlusnął na mnie wiadro zimnej wody. Na szczęście zjawił się na swoim motorze gorący Jacob, przy którym nie groźna najgorsza śnieżyca. Przy tym chłopaku jest naprawdę miło, ciepło i puchato. Nie dziwię się, że Bells go pokochała... silne męskie ramiona, ciemna karnacja, siła, ciepło, bezpieczeństwo... Momentami zastanawiałam się czy nie lepiej było by jednak z Jacobem. To co mnie niezwykle przyciągało do niego to ciepło. Ciepełko, które tak bardzo uwielbiam. Jest takie mrrrr...

Zaskoczyła mnie wyrozumiałość Edwarda. Potwierdza Jego uczucie do Belli. Spokój z jakim przyjmuje, że jakiś skrawek Jej serca należy do Wilka i to, że pozwoliłby Jej bez słowa odejść, gdyby tak postanowiła, całkowicie oddają bezgraniczną miłość.

"Widzisz jaka jest różnica między naszymi uczuciami, gdyby on był na moim miejscu, a ja na jego, to choćbym go nienawidził piekielną nienawiścią, nigdy bym na niego nie podniósł ręki... Dopóki by jej na nim zależało byłby bezpieczny. Z chwilą kiedy przestałaby o niego dbać, wydarłbym mu serce i wypił krew! Ale do tego czasu... wolałbym konać powoli przez lata całe, niż dotknąć jednego włosa na jego głowie.**"

No zazdroszczę Jej tego uczucia! Miłości niezwykle wyjątkowej, silnej i prawdziwej. Faceta, który nie dość, że jest niesamowicie przystojny to jeszcze tak ogromnie kocha. Bo przecież to, iż jest wampirem jest najmniej istotną kwestią, a nawet dodaje smaczku.

W tej części wiele się dzieje. Poznacie wzruszającą historię Rosalie, mrożące krew w żyłach losy Jaspera. Zmarzniecie wraz z Bellą w górach z Edwardem i rozgrzejecie się w gorących ramionach Jacoba. Zawrzecie sojusz z Wilkołakami, stoczycie walkę z Nowonarodzonymi i Victorią, spotkacie Volturich. Jest ciekawie i niebezpiecznie.

Kocham. Uwielbiam. I z utęsknieniem czekam na wtorek... To własnie wtedy jadę do miasta i będę mogłą sobie kupić kolejną część sagi - "Przed świtem".


Tytuł oryginalny: Eclipse
Autor: Stephenie Meyer
Przełożyła z angielskiego: Joanna Urban
Wydawnictwo Dolnośląskie. Grupa Wydawnicza Publicat S.A.
Cena z okładki: 34,90zł
* cytat z "Zaćmienia"
** fragment "Wichrowych wzgórz" przytoczonych w książce;


2 kwietnia 2016

Jak łatwo nas zmanipulować - "Intrygantki" Eric-Emmanuel Schmitt




"Znam szepty obłoków, pieśń dzikich gęsi, kiedy lecą w kluczu do Afryki, znam marzenia kretów, miłosne krzyki dżdżownic i przeszywający dźwięk komety przecinającej niebo, ale to... tego nie znałem... to aria Hrabiny Dove sono i bei momenti z Wesela Figara*"
"Mozart. Żeby łatwiej było panu uwierzyć w człowieka...*"
Utwór wspomniany w dramacie "Gość"


Wszyscy w koło czytają Schmitta no to poczytuję i ja. Książkę wypożyczyłam z biblioteki. Trochę leżała i czekała na swoją kolej. Otworzyłam ją i... masakra! Jak ja nie cierpię tego czytać! Zawsze mi coś umyka, szczególnie opisy miejsca, sytuacji. Skupiam się na jedynie na dialogu. Sztuki teatralne powinno się oglądać w teatrze. Panie Schmitt to żeś mnie Pan zaskoczył! Poprzednie książki z jakimi miałam do czynienia, nie były sztukami teatralnymi. Teraz już wiem, że trzeba na Pana uważać i zajrzeć do środka, a nie tylko na okładkę. Pocieszałam się w duchu, że będzie to wprawka przed przeczytaniem "Romea i Julii". Zagryzłam zęby i zaczęłam czytać. Po paru chwilach czytało się już całkiem nieźle, a po kilku następnych jeszcze lepiej. Aż wreszcie całkowicie przestałam zwracać uwagę na styl. Skupiłam się na treści.

"Intrygantki" to zbiór czterech historii:

"Noc w Valognes" - kobiety wytyczają proces Don Juanowi, za to, że je w sobie rozkochał, a następnie porzucił. Okazuje się jednak, iż od pewnego czasu jest On zakochany, a te wszystkie podboje miłosne były jedynie próbą odnalezienia drugiej połowy.

"Tylko mężczyzna może tak kpić! Dla was to dyshonor przyznać, że posiadacie serce, serce spragnione, serce złamane! Tak jakby siusianie na stojąco wykluczało uczucia!*"

"Kobiety są słabe - wielki błąd, Don Juanie, bo to właśnie słabość jest głównym źródłem naszej siły. To niewidoczna broń, której istnienia nie podejrzewa żaden mężczyzna.*"

"Gość" to historia Freuda, jego zmagania z chorobą, nazistami, starciem ateizmu z wiarą w Boga, miłością do Austrii, a możliwością ratowania siebie, swojej rodziny, swojej historii.

"Wiek to abstrakcja, tak jak liczby... Pięćdziesiąt, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt dwa?...*"

"I będzie pan ją trzymał w ramionach, pełen tego szczęścia, które jest tak bliskie beznadziei. Z tym uczuciem, że życie trzyma się tylko na cieniutkiej nitce... Bardzo słabej... I że chwilowo udało się zapobiec jej pęknięciu... To właśnie ta słabość daje siłę, by kochać...*"

Trzecia "Knebel" to monolog, który czytało mi się najlepiej. Młody człowieka - duszy, wspomina swoje życie. Swoją miłość, chorobę i śmierć.

"Wciąż cierpię. Bo cierpienie to nie jest ból - nie, tak myślą tylko weterynarze - cierpienie to sprawa wyobraźni.*"

"Jeśli więc "moja choroba" była mną, nie powinienem jej nienawidzić - nie jestem przecież wrogiem samego siebie. Jeżeli jednak wtargnęła we mnie z zewnątrz siłą, powinienem ją uważać za wroga. Ale moja choroba była mną, bo otrzymałem ją z miłości.*"

Czwarta "Szatańska filozofia" o depresji Diabła, bo nie ma już nadziei, że można zasiać ziarno zła, "dobrego" zła na ziemi, w człowieku. Okazuje się jednak, iż rozwiązanie jest o wiele prostsze niż by się wydawało, przez co ludzie wcale nie odbierają go jako czegoś związanego z szatanem.

Jak w większości swoich dzieł Schmitt daje do myślenia. Nie sposób zamknąć książki i sięgnąć po następną. Trzeba wszystko wewnętrznie przetrawić. Zerknąć jeszcze raz do zaznaczonych fragmentów (było ich sporo).

Książka pokazuje, jak niezwykle łatwo jest nas, ludzi zbajerować, zmanipulować. Wystarczy jedna intryga, jeden mały podstęp, a już całkiem inaczej działamy niż mieliśmy to zrobić jeszcze pięć minut temu. Z jak wielu manipulacji nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Próbowałam znaleźć jakiś wspólny mianownik we wszystkich utworach, ale mi się nie udało. I nie wiem czy  zbyt płytko myślę czy za bardzo się doszukuję jakiejś spójności.  W dwóch historiach pojawia się homoseksualne uczucie, w trzech jest intryga, chociaż w monologu jej nie dostrzegłam.
A Wy jaki macie klucz do "Intrygantek"?


Tytuł oryginalny: Theatre. La Nuit de Valognes, Le Visiteur, Le Baillon, L'Ecole du diable.
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przełożył z francuskiego Wawrzyniec Brzozowski
Wydawnictwo Znak litera nova
* wszystkie cytaty pochodzą ze zbioru "Imigrantki"