"Zeus Peter Lama polecił mi, żebym ci otworzył czaszkę i wyciął płaty mózgowe odpowiedzialne za mowę."
Lady Gaga - Applause (Official)
Książka jest wciągająca, choć odrobinę nudna, bo nudne było życie Adama bis. Nie była to lektura, dla której chciałabym zarywać noce, ale gdy już zaczęłam ją czytać to musiałam do niej wrócić, aby dowiedzieć się: Co dalej? Jak to wszystko się skończy? Uważam, że powinna być lekturą obowiązkową i to już w pierwszej klasie gimnazjum - a to w związku ze swoim przekazem. Najważniejsze być sobą, bo każdy z nas jest piękny i niepowtarzalny! Nawet Shrek znalazł swoja Fionę.
"Stałem wstrząśnięty. Moje oczy, mój głos, mój zachwyt: spodobało im się tylko to, co było moje. Zignorowali całą pracę Zeusa Petera Lamy. Jak to możliwe?"
"Kiedy byłem dziełem sztuki" - już sam tytuł wskazuje, że będzie to lektura niezwykle kontrowersyjna. Połączenie wyrazów: człowiek i dzieło sztuki, gryzie się ze sobą, odpycha jak te same bieguny magnesów. Żywa rzeźba? Co ten Schmitt wymyślił? Taką historię mógł napisać tylko wybitny pisarz.
Zaczyna się smutno:
"Wszystkie moje samobójstwa były nieudane. Właściwie wszystko było nieudane: i życie, i samobójstwa."
i jest smutno przez większą część książki. Może i Tazio Firelli, po oddaniu się w ręce swojego Dobroczyńcy - Zeusa Petara Lamy, stał się popularny, czego tak bardzo pragnął. Jako Adam bis, przestał być przeciętniakiem, zaczął skupiać na sobie uwagę innych, był w centrum zainteresowania. Jednakże, aby to osiągnąć musiał ponieść bardzo wysoką cenę - stał się przedmiotem, stracił wolność.
Niezwykle trudno było mi sobie go wyobrazić. Próbując to robić miałam wrażenie, że odwracam wzrok by na niego nie patrzeć. By nie spoglądać na tandetnie wykonaną replikę Frankensteina... z obciętymi stopami, kroczącego na samych piętach...
"Powoli, z trudem zrobiłem kilka kroków. "Iść" nie było odpowiednim słowem, bardziej na miejscu byłoby "Przemieszczać się"..."
"Z trudem posuwałem się naprzód, częściowo dlatego, że pod ciężarem pięt zapadałem się w jedwabistą grubość piasku..."
I podziwiam Fionę, która potrafiła pokochać go w tym szkaradnym ciele. Sama, chyba bym się na to nie zdobyła.
Zadziwiające jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, aby zdobyć popularność. Jak wiele granic jesteśmy w stanie przekroczyć, aby zdobyć poklask i sławę, zarówno jako ludzie, którzy chcą być popularni jak i artyści, którzy chcą aby było o nich głośno. Przyznam, że nie mieści mi się to w głowie... Ale, gdy przeniosę się w przeszłość do czasów liceum potrafię sobie to wyobrazić. Uczeń szukający uznania wśród rówieśników jest gotów na wiele, o ile nie na wszystko...
Książka jest wciągająca, choć odrobinę nudna, bo nudne było życie Adama bis. Nie była to lektura, dla której chciałabym zarywać noce, ale gdy już zaczęłam ją czytać to musiałam do niej wrócić, aby dowiedzieć się: Co dalej? Jak to wszystko się skończy? Uważam, że powinna być lekturą obowiązkową i to już w pierwszej klasie gimnazjum - a to w związku ze swoim przekazem. Najważniejsze być sobą, bo każdy z nas jest piękny i niepowtarzalny! Nawet Shrek znalazł swoja Fionę.
"Stałem wstrząśnięty. Moje oczy, mój głos, mój zachwyt: spodobało im się tylko to, co było moje. Zignorowali całą pracę Zeusa Petera Lamy. Jak to możliwe?"
"Tego ranka po raz pierwszy miałem wrażenie, że ja też mam swoją rolę. Są istoty, które mnie potrzebują zarówno żywi jak i umarli. Co niezastąpionego mam w sobie? To, moje myśli. Moje troski. Moje przywiązania. Moje miłości."
Tytuł oryginalny: Lorsque j'etais une oeuvre d'art
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Przekład: Maria Braunstein
Wydawnictwo Znak
`




